Nawiązałem współpracę z panem Bafia po przegranej pierwszej instancji. Pan Bafia nie chciał mojej sprawy ponieważ cytuje: nie chce mu się pracować.
Niestety nawiązałem współpracę z panem Ryszardem.
I teraz zadzieje się magia: pan Ryszard w ogóle nie omówił ze mną mojej sprawy, zaznajomił się niedokładnie z aktami sprawy. Nie zrozumiał. Napisał apelacje w ktorej przyznał mnie do winy. Dał mi ją przeczytać gdy już była złożona. Gdy mu powiedziałem że sędzia I instancji ilona rudek napisała nieprawdę w uzasadnieniu wyroku, że jest inna opinia biegłych i sami biegli są świadkami, on to olał i powiedział że opinia biegłych nie ma znaczenia ponieważ zarzucany mi czyn nie jest przestępstwem i nie powinienem być badany przech biegłych. To że sędzia napisała nieprawdę, powiedział że nic z tym nie zrobi (mimo że to prawda) ponieważ on chce jeszcze jakąś sprawę w Gdyni wygrać.
Nie zauważył że część trwania zarzucanego mi czynu nie była czynem karanym.
Nie chciał się spotkać dzień przed rozprawą twierdząc że wszystko wie.
Następnego dnia, minutę przed wejściem na salę rozpraw zadał mi pytanie dotyczące sprawy po którym spłynął mi pot po plecach ponieważ świadczyło że nie zna dobrze sprawy.
W kasacji znowu przyznał mnie do winy pisząc że: materiał dowodowy bezsprzecznie świadczy o mojej winie lecz zarzucany mi czyn nie jest czynem karanym. Kazał mi na chwilę wyjechać do czasu kasacji. Powiedział że : czy im się to podoba czy nie muszą dać kasacje. No więc kasacje oddalił SN jako bezzasadna. Później mecenas się wyparł tych słów twierdząc że powiedział że kasacje muszą przyjąć co jest kłamstwem z jego strony. Wyjechałem totalnie nie przygotowany ponieważ miało to trwać kilka miesięcy i miało się udać. Zostawiłem 2 samochody, świeżutkie mieszkanie i bardzo dobre zarobki.
Dodatkowo jakaś torba z jego kancelarii (asystentka?) nazwała mnie obraźliwie myśląc że tego nie słyszę, potem się też rzekomo do tego nie przyznając jak twierdzi pan Ryszard.
star
star_border
star_border
star_border
star_border
Helmut N.
16.02.2026