Sędzia, który w prywatnym sporze o remont domu wykorzystał pracownika sądu, aby sprawdzić kontrahenta w Krajowym Rejestrze Karnym, nie poniesie odpowiedzialności karnej. Sąd Najwyższy uznał, że społeczna szkodliwość jego czynu była „znikoma”. Sprawa ujawnia nie tylko słabość systemu dyscyplinarnego wobec sędziów, ale i chaos wokół samego rzecznictwa dyscyplinarnego.
Gdyby podobnego czynu dopuścił się funkcjonariusz policji, albo Izby Karno- Skarbowej, pewnie straciłby pracę. Podobnie przedstawiciele innych zawodów. Niestety, z odpowiedzialnością dyscyplinarną sędziów od lat jest poważny problem.
Sędzia w pułapce fachowca
Historia zaczęła się niewinnie. Sędzia Sądu Rejonowego w G. remontował swój dom. Wykonawca wystawiał mu zawyżone faktury, a gdy ten odmawiał zapłaty, groził wpisaniem go do Krajowego Rejestru Dłużników. Zdesperowany, sędzia poprosił sekretarkę sądową, by sprawdziła, czy ów kontrahent figuruje w rejestrze karnym jako oszust.
Prokuratura uznała to za przekroczenie uprawnień przez funkcjonariusza publicznego i chciała uchylenia immunitetu sędziego. Sam zainteresowany na posiedzeniu przed Sądem Najwyższym nie ukrywał żalu.
„Trzy lata straciłem na wyjaśnianie tej sprawy w prokuraturze, ale nie miałem zamiaru łamać prawa. Przykro mi z tego powodu” - mówił.
Przyznał, że postąpił źle, ale kierował się lękiem o swoją karierę i poczuciem, że padł ofiarą oszustwa.
Izba Odpowiedzialności Zawodowej Sądu Najwyższego odmówiła zgody na postawienie sędziego przed sądem karnym. Uznano, że owszem, doszło do naruszenia prawa, ale „społeczna szkodliwość czynu była znikoma”. Sędzia Kamil N. zachowa więc immunitet.
„Z przeprowadzonego postępowania dowodowego wynika, mimo rozbieżności zeznań, że doszło do naruszenia prawa, ale całokształt działań obwinionego sędziego cechuje się znikomą szkodliwością społeczną, mimo zamiaru bezpośredniego” - stwierdził przewodniczący składu, sędzia Marek Siwek.
Cień Radzika nad sprawą
Atmosferę posiedzenia podgrzała obecność sędziego Przemysława Radzika, byłego zastępcy rzecznika dyscyplinarnego. Choć został odwołany przez ministra sprawiedliwości, pojawił się w Sądzie Najwyższym i aktywnie uczestniczył w sprawie. Co ciekawe, przewodniczący nie zapytał go nawet, w jakim charakterze występuje.
„Według uchwał KRS odwołanie mnie i sędziego Piotra Schaba jest niezgodne z prawem i nieskuteczne. Kadencja moja i sędziego Lasoty trwa do 2026 roku, a kadencja Piotra Schaba do 2025 roku. Mamy więc pełne prawo wykonywać swoje kompetencje” - tłumaczył Radzik w rozmowie z portalem prawo.pl
Niezależnie od formalnych wyjaśnień, sama jego obecność pokazuje chaos wokół systemu dyscyplinarnego i pytań o to, kto dziś ma prawo rozliczać sędziów.
W opinii Radzika obwiniony sędzia dopuścił się deliktu dyscyplinarnego, ale nie przestępstwa.
„To nie było przestępstwo, ale ciężki delikt dyscyplinarny, naruszenie godności urzędu, ale nieznaczne naruszenie prawa” – mówił.
Sąd Najwyższy przychylił się do takiego rozumienia sprawy. Podkreślono, że sędzia działał w trudnej sytuacji, związanej z wysokimi kosztami remontu i podejrzeniem oszustwa ze strony wykonawcy. Ostatecznie więc immunitet ochronił go przed odpowiedzialnością karną, a sprawa zakończy się co najwyżej upomnieniem dyscyplinarnym.
Krytyka i pytania bez odpowiedzi
Decyzja Izby Odpowiedzialności Zawodowej wpisuje się w szerszą krytykę sądownictwa dyscyplinarnego w Polsce. Dla wielu obywateli takie orzeczenia są dowodem, że sędziowie są rozliczani inaczej niż zwykli ludzie i że immunitet często staje się tarczą chroniącą bardziej interes korporacji zawodowej niż zaufanie społeczeństwa.
Czy sędzia, który sam przyznaje, że złamał procedury, powinien móc powoływać się na „znikomą szkodliwość czynu”? Czy obecność odwołanego zastępcy rzecznika dyscyplinarnego w ogóle nie budzi wątpliwości co do legalności procesu? I wreszcie, czy taki system odpowiedzialności jest w stanie odbudować zaufanie Polaków do wymiaru sprawiedliwości?
Na te pytania odpowiedzi brak. Pozostaje jednak wrażenie, że w sprawie remontu i faktur więcej przegrali obywatele, niż sam obwiniony sędzia. Dyskurs publiczny na temat odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów w Polsce trwa od lat. Niestety, unikają oni odpowiedzialności za znacznie poważniejsze przewinienia np. kradzieże.
Robert Bagiński