Fotowoltaika miała być złotym rozwiązaniem dla polskich gospodarstw domowych – i przez kilka lat rzeczywiście była. Dzięki systemowi net-meteringu tysiące rodzin uniezależniły się częściowo od rosnących rachunków za prąd. Dziś jednak nad prosumentami zbierają się ciemne chmury. Zegar tyka, a od 2031 roku najstarsi właściciele paneli mogą obudzić się w zupełnie nowej rzeczywistości, w której brakuje jasnych przepisów i gwarancji.
Net-metering, zwany systemem opustów, to sposób rozliczania energii elektrycznej wyprodukowanej przez przydomowe instalacje fotowoltaiczne. W praktyce oznacza to, że nadwyżki prądu trafiały do sieci, a prosument mógł je później odebrać, gdy własna produkcja była zbyt niska. System działał więc jak swoista „magazynownia energii” w sieci elektroenergetycznej.
To właśnie ta prostota i korzystne zasady sprawiły, że boom na fotowoltaikę w Polsce rozwinął się na niespotykaną skalę.
Net-billing i mniej korzystna zmiana
Od kwietnia 2022 roku nowych prosumentów obowiązuje już system net-billingu. W nim energia nie jest rozliczana na zasadzie opustów, lecz w formule sprzedaży i zakupu po cenach rynkowych. Efekt? Opłacalność fotowoltaiki spadła, choć nadal pozostaje interesującą alternatywą wobec tradycyjnych źródeł energii.
Ci, którzy zamontowali panele przed 31 marca 2022 roku, mogą jednak przez 15 lat korzystać z zasad net-meteringu i to właśnie oni dziś patrzą w przyszłość z niepokojem.
Pierwsze umowy wygasną już za sześć lat. Co stanie się wtedy? Czy prosumenci będą mogli wciąż oddawać nadwyżki energii do sieci, czy zostaną zmuszeni do poszukiwania własnych rozwiązań?
Portal hydro-energy.pl zauważa, że Ministerstwo Klimatu i Środowiska nie prowadzi obecnie żadnych prac legislacyjnych, które precyzowałyby przyszłość prosumentów po zakończeniu 15-letniego okresu ochronnego. Resort tłumaczy, że analiza nastąpi w „kolejnych latach” – z uwzględnieniem sytuacji rynkowej, możliwości technicznych sieci i dotychczasowych doświadczeń użytkowników.
Głos ekspertów: luka prawna i ryzyko
Eksperci nie kryją obaw. Brak regulacji może prowadzić do chaosu i podważenia zaufania do całego systemu wsparcia OZE.
„Mamy do czynienia z sytuacją, w której tysiące rodzin zainwestowało własne środki, licząc na stabilne zasady. Tymczasem nie wiemy, co ich czeka po 2031 roku” - wskazują analitycy rynku energetycznego.
Najczarniejszy scenariusz zakłada, że najstarsi prosumenci po prostu stracą możliwość rozliczania nadwyżek w sieci, co uczyni ich instalacje mniej opłacalnymi.
Resort klimatu zapewnia, że zmiany zostaną ogłoszone z odpowiednim wyprzedzeniem, aby prosumenci mogli się przygotować. Nie podaje jednak konkretnej daty ani kierunku tych zmian.
Tymczasem dla tysięcy gospodarstw domowych każda zwłoka w decyzjach to dodatkowy powód do obaw. Fotowoltaika miała być gwarancją niezależności, a staje się dziś symbolem legislacyjnej niepewności.
Robert Bagiński
Fot. iStock