Prawnicy miesiąca

„Kara za oszczędzanie” zostaje. Rządowa reforma uderza w zwykłych Polaków

Opublikowano dnia 03.09.2025 10:57 przez Robert Bagiński
„Kara za oszczędzanie” zostaje. Rządowa reforma uderza w zwykłych Polaków

„Podatek Belki” miał być prowizorką na trudne czasy, a stał się symbolem systemowej nieuczciwości wobec Polaków. Rząd ogłasza jego „likwidację”, ale w rzeczywistości proponuje rozwiązanie, które premiuje bogatszych i skłonnych do inwestowania. Zwykli obywatele, którzy chcą po prostu bezpiecznie oszczędzać, nadal będą traktowani jak podatkowi frajerzy.

Podatek od zysków kapitałowych został wprowadzony w 2002 roku przez rząd Leszka Millera. W założeniu miał być doraźnym zastrzykiem dla budżetu: 20-procentową daniną od odsetek z lokat czy innych form oszczędzania. Jak to jednak w Polsce bywa, tymczasowe rozwiązanie szybko stało się trwałą częścią systemu. W 2004 roku stawkę obniżono do 19%, ale jednocześnie rozszerzono katalog dochodów objętych podatkiem, obejmując nim papiery wartościowe, dywidendy, a nawet wypłaty z polis na życie.

Od tego czasu „Belka” towarzyszy Polakom przez wszystkie rządy, niezależnie od obietnic wyborczych i politycznych deklaracji.

„Kara za oszczędzanie” - głos obywateli

Rzecznik Praw Obywatelskich od lat otrzymuje skargi na podatek Belki. W styczniu 2024 roku zwrócił się nawet do ministra finansów, wskazując, że obywatele postrzegają tę daninę jako „karę za oszczędzanie”. Wysoka inflacja dodatkowo wzmocniła poczucie niesprawiedliwości, ponieważ realna wartość pieniędzy maleje, a państwo wciąż pobiera haracz od symbolicznych zysków.

Ministerstwo Finansów przyznało wówczas, że pracuje nad rozwiązaniami zwiększającymi skłonność do oszczędzania, ale konkretów nie podano.

Jedną z prób likwidacji podatku podjęła Konfederacja. Jej projekt zakładał zwolnienie z podatku dochodów z obligacji Skarbu Państwa i lokat do kwoty 100 tys. zł, czyli w praktyce zniesienie podatku dla większości Polaków. Projekt jednak przepadł już w pierwszym czytaniu w grudniu 2024 roku.

Prezydent Karol Nawrocki również obiecywał likwidację podatku. Zapowiadał, że zrobi to „pierwszego dnia urzędowania”, proponując kwotę wolną do 140 tys. zł. Dziś jednak jego inicjatywa pozostaje jedynie deklaracją, a ostateczny kształt reformy zależy od rządu i większości parlamentarnej.

Rządowa propozycja , czyli „likwidacja” tylko z nazwy

Nowy projekt rządu zakłada stworzenie specjalnych kont OKI (Osobistych Kont Inwestycyjnych). Mają one działać podobnie jak znane już IKE czy IKZE. Teoretycznie przewidziano zwolnienia podatkowe, ale tylko do określonych limitów.

Na kontach inwestycyjnych wolne od podatku będą aktywa o wartości do 100 tys. zł. W części oszczędnościowej (lokaty, obligacje, gotówka) limit ma wynosić 25 tys. zł. Wszelkie nadwyżki zostaną objęte nową stawką – około 0,8–0,9% od kwoty przekroczenia.

W praktyce oznacza to preferencje dla osób inwestujących w giełdę czy fundusze. Tradycyjni oszczędzający, odkładający pieniądze w banku, nadal pozostaną w gorszej sytuacji.

Instytucje finansowe prowadzące konta OKI będą musiały raportować stan aktywów zarówno klientom, jak i organom podatkowym, co dodatkowo zwiększy biurokrację.

Kogo państwo naprawdę nagradza?

Propozycja rządu pokazuje jedno – zamiast systemowej i sprawiedliwej zmiany, mamy do czynienia z projektem, który nagradza wąską grupę obywateli posiadających znaczny kapitał i wiedzę inwestycyjną. Dla reszty społeczeństwa, a przypomnijmy, że aż 46% Polaków nie ma żadnych oszczędności, nowe przepisy nie będą realną zachętą, lecz kolejnym rozczarowaniem.

Wbrew narracji rządu, nie jest to likwidacja podatku Belki, lecz jego nowa, bardziej skomplikowana wersja.

Robert Bagiński

Najciekawsze opinie

Ostatnie wiadomości