Kiedy pracownik zwalnia się z pracy na dwie godziny, by załatwić prywatne sprawy, może sądzić, że to forma nieoficjalnego „odpoczynku”. Nic bardziej mylnego. Wyjście prywatne, to nie wakacje między mailami, tylko formalna nieobecność. Warto wiedzieć, bo w wakacje może nas ponieść fantazja...
Czas prywatny to nie czas wolny
Zgodnie z interpretacją Państwowej Inspekcji Pracy, „wyjście prywatne” w godzinach pracy nie może być traktowane jako czas odpoczynku. Choć pracownik ma prawo do takiego zwolnienia, po uzyskaniu zgody pracodawcy, powinien je odpracować w tym samym okresie rozliczeniowym.
Co istotne, nie wiąże się to z pracą w godzinach nadliczbowych. Mimo to, pod żadnym pozorem nie może naruszać dobowych i tygodniowych limitów odpoczynku, które są chronione ustawowo.
Spotyka Cię mobbing z tego względu? Sprawdź: Mobbing w pracy – co to jest i jak się bronić.
Odpowiedzialność po obu stronach
PIP podkreśla, że zgodnie z art. 132 § 1 Kodeksu pracy, każdemu pracownikowi przysługuje co najmniej 11 godzin nieprzerwanego odpoczynku w każdej dobie. Ponadto, raz w tygodniu musi mieć dostęp do 35 godzin wypoczynku, uwzględniając co najmniej jeden 11-godzinny ciągły odpoczynek.
„Zwolnienie od pracy stanowi usprawiedliwioną nieobecność w pracy" - zaznacza Inspekcja, podkreślając, że nie można traktować tego czasu jako odpoczynku w rozumieniu przepisów.
Zatem to nie elastyczność interpretacji, a konkretne zapisy Kodeksu pracy decydują o granicach pomiędzy obowiązkiem a przywilejem.
R.B.
We współpracy z: https://adwokaci-kmp.pl/