Choć nikt nie mówił o tym głośno przed wyborami, już od 1 lipca Polacy zapłacą więcej za energię elektryczną. Wszystko przez powrót opłaty mocowej, czyli kosztu doliczanego do rachunków, który przez ostatnie miesiące był częściowo zawieszony. Teraz wraca w pełnej wysokości. Dla milionów gospodarstw domowych oznacza to realny wzrost comiesięcznych wydatków. A to nie koniec, ponieważ decyzje o zamrożeniu cen energii po wrześniu dopiero przed nami.
Opłata mocowa wraca po cichu. Dla wielu bez ostrzeżenia
Od 1 lipca opłata mocowa znów będzie doliczana do rachunków za prąd. Jak ujawniła minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska w rozmowie z Radiem ZET, oznacza to dodatkowe koszty nawet do 70 zł miesięcznie dla gospodarstw domowych o wyższym zużyciu energii.
„Na koniec lipca spółki złożą wnioski taryfowe, będzie przegląd taryf i wtedy zadecydujemy, jak będą wyglądać osłony”
- zapowiedziała Hennig-Kloska.
Tymczasem już teraz wiadomo, że opłata mocowa, mająca finansować bezpieczeństwo dostaw prądu, uderzy zwłaszcza w większe rodziny i użytkowników intensywnie korzystających z urządzeń elektrycznych.
Sama opłata obowiązuje od 2021 roku, ale była zawieszona w ramach działań osłonowych wobec wysokiej inflacji. Rząd, który dziś przywraca ją w pełnej wysokości, nie informował o tym szeroko w czasie kampanii wyborczej, co budzi zrozumiałe kontrowersje.
Ceny prądu po wrześniu? Wszystko zależy od nowych taryf
Do końca września 2024 r. obowiązuje zamrożona cena energii na poziomie 500 zł za MWh netto. To mniej niż obecna taryfa spółek sprzedających energię z urzędu, która wynosi 622,80 zł. Różnicę dopłaca państwo. Co dalej? Rząd czeka na nowe propozycje taryf, które mają zostać przedłożone przez firmy energetyczne do końca lipca. Dopiero wtedy zapadną decyzje o ewentualnym przedłużeniu zamrożenia cen lub kontynuacji wsparcia finansowego.
Na razie dane z Towarowej Giełdy Energii wskazują, że hurtowe ceny prądu na IV kwartał 2025 r. mieszczą się w przedziale od 420 do 440 zł za MWh, a to mniej niż obecne taryfy, ale nadal więcej niż ustawowy próg 500 zł. Rząd planuje finansować dalsze działania osłonowe z nadwyżek budżetowych z trzech pierwszych kwartałów roku.
Według Urzędu Regulacji Energetyki, w Polsce jest 16,4 mln gospodarstw domowych z taryfą G. Ponad 10 mln korzysta z regulowanych stawek, a ponad 6 mln z ofert wolnorynkowych, co pokazuje rosnące zainteresowanie elastycznymi (choć niekoniecznie tańszymi) rozwiązaniami.
Polacy zaskoczeni. Wzrost rachunków bez ostrzeżenia
Powrót opłaty mocowej to koszt, którego wielu Polaków się nie spodziewało. Tymczasem już od lipca rachunki mogą wzrosnąć nawet o kilkadziesiąt złotych miesięcznie. Dla gospodarstw domowych, w których zużycie prądu jest wysokie, oznacza to realne obciążenie budżetu.
Wszystko to dzieje się w czasie, gdy wielu odbiorców energii dopiero zaczyna rozumieć zasady działania rynku energetycznego, a zmiany taryf i systemów wsparcia wciąż pozostają niejasne. Rząd zapewnia, że będzie reagował na sytuację, ale decyzje dopiero przed nami. Do tego czasu Polacy muszą się liczyć z tym, że ich domowe rachunki, mimo zapowiedzi stabilizacji, będą wyższe.
Robert Bagiński