Prawnicy miesiąca

Zatrzymanie, tymczasowy areszt i rozwód. Adwokat Marcin Kotowski o najtrudniejszych sprawach

Opublikowano dnia 28.09.2026 07:04 przez Redakcja
Zatrzymanie, tymczasowy areszt i rozwód. Adwokat Marcin Kotowski o najtrudniejszych sprawach

Do adwokata często trafiamy wtedy, gdy normalne życie właśnie przestało istnieć. Zatrzymanie o świcie, perspektywa aresztu, zarzuty karne, zdrada, rozwód czy walka o dzieci sprawiają, że emocje podpowiadają: działaj natychmiast. I właśnie wtedy najłatwiej popełnić błąd. Z mec. MARCINEM KOTOWSKIM rozmawiamy o pierwszych godzinach po zatrzymaniu, walce o wolność, rozwodowych wojnach i o tym, czego dobry adwokat czasem musi odmówić własnemu klientowi.

Pierwsze godziny mogą zaważyć na całej sprawie

REDAKCJA: Zaczyna się od zatrzymania. Policja pojawia się rano w domu. Co jest największym błędem w pierwszych godzinach?
MARCIN KOTOWSKI: Największym problemem są zazwyczaj emocje i wynikająca z nich potrzeba natychmiastowego działania. Człowiek chce się tłumaczyć, wyjaśniać, przekonywać funkcjonariuszy, że zaszła pomyłka. Tymczasem nie zna jeszcze materiału dowodowego i często nawet nie wie, na czym dokładnie opiera się podejrzenie. W sprawie karnej słowa wypowiedziane pod wpływem stresu mogą później mieć znaczenie przez wiele miesięcy. Dlatego pierwszym zadaniem jest zrozumienie sytuacji, a dopiero później podejmowanie decyzji procesowych. Zatrzymanie jest sytuacją kryzysową, ale właśnie wtedy szczególnie potrzebna jest chłodna analiza.

Red.: Czyli nawet osoba przekonana o swojej niewinności nie powinna od razu wszystkiego wyjaśniać?
M.K.: Przekonanie o własnej niewinności nie oznacza jeszcze znajomości materiału dowodowego. To zasadnicza różnica. Można mówić prawdę, a jednocześnie pod wpływem stresu pomylić datę, kolejność wydarzeń czy szczegół rozmowy. Później każda taka rozbieżność może być analizowana i zestawiana z innymi dowodami. Podejrzany ma prawo do odmowy składania wyjaśnień i odpowiedzi na pytania. Skorzystanie z tego prawa nie jest przyznaniem się do winy. Decyzja o tym, czy i kiedy składać wyjaśnienia, powinna wynikać z przyjętej strategii obrony, a nie z emocjonalnej potrzeby natychmiastowego przekonania wszystkich do swojej wersji wydarzeń.

„W sprawie karnej słowa wypowiedziane pod wpływem stresu mogą później mieć znaczenie przez wiele miesięcy. Dlatego pierwszym zadaniem jest zrozumienie sytuacji, a dopiero później podejmowanie decyzji procesowych”
MEC. MARCIN KOTOWSKI


Red.: Spotyka się Pan z zatrzymanym. Co trzeba ustalić najpierw?
M.K.: Zaczynam od faktów. Co się wydarzyło, jakie czynności przeprowadzono, co zabezpieczono, jakie zarzuty przedstawiono albo mogą zostać przedstawione, czy klient składał już jakieś wyjaśnienia. Trzeba też ustalić, jakie dowody mogą istnieć i starać się uzyskać dostęp do akt sprawy. Dopiero później można budować strategię. W sprawach karnych improwizacja jest bardzo złym doradcą. Czasami jedno nieprzemyślane działanie wykonane na początku sprawy komplikuje obronę bardziej niż sam pierwotny materiał zgromadzony przez organy ścigania.

Tymczasowy areszt. To jeszcze nie wyrok

Red.: Prokurator kieruje wniosek o tymczasowe aresztowanie. Co wtedy jest stawką?
M.K.: Stawką jest wolność człowieka na czas postępowania, dlatego trudno przecenić znaczenie tego momentu. Trzeba jednak pamiętać, że posiedzenie aresztowe nie jest procesem o winę. Sąd nie rozstrzyga wtedy o odpowiedzialności karnej, lecz o zastosowaniu środka zapobiegawczego. Obrona musi więc odnieść się zarówno do materiału wskazującego na duże prawdopodobieństwo popełnienia zarzucanego czynu, jak i do przesłanek, którymi prokurator uzasadnia potrzebę izolacji. Bardzo istotne jest również wykazanie, że prawidłowy tok postępowania może zostać zabezpieczony w inny sposób, jeżeli pozwalają na to okoliczności konkretnej sprawy.

Red.: Ile można zrobić w ciągu tych kilkudziesięciu godzin?
M.K.: Niekiedy bardzo dużo, choć czasu rzeczywiście jest niewiele. Trzeba rozmawiać z klientem, analizować dostępne dokumenty, ustalać fakty i przygotowywać argumentację. Jednocześnie zatrzymany często znajduje się w bardzo trudnej sytuacji psychicznej. Nie spał, został wyrwany z normalnego życia, nie ma swobodnego kontaktu z rodziną i nie wie, co wydarzy się za kilka godzin. Adwokat musi wtedy zachować chłodną głowę za dwie osoby. Klient może się bać. Pełnomocnik nie może pozwolić, aby ten strach zaczął kierować strategią obrony.

Red.: Co w tym czasie powinna zrobić rodzina zatrzymanego?
M.K.: Przede wszystkim możliwie szybko zapewnić mu profesjonalną pomoc i zachować rozsądek. Zrozumiałe jest, że bliscy chcą natychmiast działać, dzwonić, ustalać, co się wydarzyło. Natomiast bardzo złym pomysłem może być samodzielne prowadzenie swoistego „śledztwa”, kontaktowanie się ze świadkami czy próby uzgadniania tego, co kto powinien powiedzieć. W sprawie karnej dobre intencje nie chronią przed konsekwencjami nierozważnego działania.

Adwokat nie jest od potakiwania klientowi

Red.: Klient oczekuje walki. Dobry adwokat powinien zawsze atakować?
M.K.: Dobry adwokat powinien działać w interesie klienta, a to nie zawsze oznacza robienie największego hałasu. Są sprawy, w których trzeba działać bardzo zdecydowanie, wykorzystywać dostępne środki procesowe i konsekwentnie kwestionować argumentację drugiej strony. Ale są też sytuacje, w których efektowny ruch procesowy niczego klientowi nie daje, a może mu zaszkodzić. Adwokat nie jest od potakiwania klientowi. Jest również od powiedzenia mu rzeczy, których w danym momencie nie chce usłyszeć. Uważam to za jeden z ważniejszych elementów uczciwej relacji między adwokatem a klientem.

Red.: Mówi Pan czasem wprost: „tego nie zrobimy”?
M.K.: Oczywiście. Zwłaszcza kiedy widzę, że za pomysłem stoi przede wszystkim złość, chęć odwetu albo potrzeba wykonania jakiegokolwiek ruchu. Klient ma prawo do emocji. Moim zadaniem jest natomiast powiedzieć mu, jakie mogą być konsekwencje prawne jego decyzji i czy rzeczywiście przybliży go ona do celu. Nie każda bitwa jest potrzebna. Czasami dobry prawnik właśnie tym różni się od złego, że potrafi klienta powstrzymać.

„Bardzo złym pomysłem może być samodzielne prowadzenie swoistego „śledztwa”, kontaktowanie się ze świadkami czy próby uzgadniania tego, co kto powinien powiedzieć. W sprawie karnej dobre intencje nie chronią przed konsekwencjami nierozważnego działania”.
MEC. MARCIN KOTOWSKI

Red.: A jeżeli materiał dowodowy jest dla klienta bardzo niekorzystny?
M.K.: Wtedy tym bardziej potrzebna jest rzetelna analiza zamiast składania obietnic. Obrona nie zawsze oznacza twierdzenie za wszelką cenę, że nic się nie wydarzyło. Trzeba ocenić dowody, kwalifikację prawną, ryzyka procesowe i możliwe scenariusze. W zależności od sprawy strategia może być zupełnie inna. Czasami sukcesem jest uniewinnienie, w innej sprawie zmiana kwalifikacji prawnej, a w jeszcze innej ograniczenie konsekwencji dla klienta. Nie ma jednej strategii obrony, którą można mechanicznie zastosować do wszystkich.

„Nie obiecuję wyniku przed przeczytaniem akt”

Red.: Klient pyta podczas pierwszej rozmowy: „Panie mecenasie, wygramy?”. Co Pan odpowiada?
M.K.: Że najpierw muszę poznać sprawę. Rozumiem potrzebę uzyskania jednoznacznej odpowiedzi, szczególnie gdy ktoś jest przestraszony i jego przyszłość zależy od postępowania. Ale odpowiedzialny adwokat powinien odróżniać ocenę szans od gwarancji wyniku.

„Jeżeli prawnik przed przeczytaniem akt gwarantuje klientowi zwycięstwo, to klient powinien uciekać od takiego adwokata„.
MEC. MARCIN KOTOWSKI

Można oceniać materiał, wskazywać mocne i słabe strony, mówić o ryzykach i możliwych scenariuszach. Nie powinno się sprzedawać klientowi pewności, której w postępowaniu sądowym po prostu nie ma. Niestety czasami klienci nie do końca rozumieją sytuację i zlecają sprawę właśnie temu prawnikowi, które daje takie gwarancje bez pokrycia.

Red.: To nie jest zbyt mało „sprzedażowe” podejście do zawodu?
M.K.: Być może, ale klient przychodzi do mnie po pomoc prawną, a nie po dobre samopoczucie przez pierwsze trzydzieści minut. Wolę powiedzieć trudną prawdę na początku i przygotować człowieka na możliwe scenariusze, niż obiecać mu coś, czego później nie będę mógł spełnić. Zaufanie buduje się również poprzez uczciwe mówienie o ryzyku.

Rozwód to inny rodzaj kryzysu

Red.: Prowadzi Pan także sprawy rozwodowe. Co jest trudniejsze do opanowania – emocje w sprawie karnej czy rodzinnej?
M.K.: To zupełnie inne emocje. W sprawie karnej często pojawia się strach przed konsekwencjami, a w rozwodzie mamy poczucie krzywdy, zawodu, gniew, czasami zazdrość i historię konfliktu trwającą wiele lat. Małżonkowie doskonale znają swoje słabe punkty. Do tego dochodzą dzieci, wspólne mieszkanie, kredyt, majątek. W pewnym momencie wszystko może stać się elementem sporu. Dlatego jednym z podstawowych zadań pełnomocnika jest oddzielenie emocjonalnej historii małżeństwa od tego, co rzeczywiście ma znaczenie dla rozstrzygnięcia sądu.

Red.: Klient mówi: „Chcę rozwodu z wyłącznej winy i nie odpuszczę”. Co dalej?
M.K.: Pytam przede wszystkim, dlaczego chce takiego rozstrzygnięcia, jakie są fakty i jakie mamy dowody. Samo przekonanie, że druga osoba zachowała się niewłaściwie, nie wystarcza do zbudowania dobrej strategii procesowej. Trzeba również wyjaśnić klientowi konsekwencje wyboru określonej drogi. Postępowanie z orzekaniem o winie może wymagać przeprowadzenia szerszego postępowania dowodowego. Czasami jest to uzasadnione i konieczne. Innym razem po rozmowie okazuje się, że rzeczywistym celem klienta jest możliwie szybkie zakończenie małżeństwa i uporządkowanie życia. Strategia musi odpowiadać celowi, a nie chwilowym emocjom.

Red.: Czyli można „wygrać” rozwód i przegrać kilka lat życia?
M.K.: Można przez długi czas walczyć o określone rozstrzygnięcie, ponosząc przy tym koszty emocjonalne, rodzinne i finansowe, a na końcu odkryć, że nie ono było najważniejsze. Dlatego zawsze staram się patrzeć na sprawę szerzej. Co będzie z dziećmi? Jak mają wyglądać kontakty? Jakie są kwestie alimentacyjne i majątkowe? Co klient chce osiągnąć za rok czy dwa, a nie tylko na najbliższej rozprawie? Oczywiście są sytuacje, w których konflikt jest nieunikniony i trzeba bardzo zdecydowanie bronić interesów klienta. Ale wojna dla samej wojny nie jest strategią prawną.

Dziecko nie może być argumentem przeciwko drugiemu rodzicowi

Red.: Najostrzejsze rozwody zaczynają się wtedy, gdy spór dotyczy dzieci?
M.K.: To z pewnością jedne z najbardziej obciążających spraw. Jeżeli konflikt dorosłych zaczyna przenosić się na dziecko, sytuacja robi się szczególnie trudna. Trzeba wyraźnie oddzielić przypadki, w których istnieją rzeczywiste podstawy do określonego ukształtowania kontaktów czy władzy rodzicielskiej, od sytuacji, w których dziecko zaczyna być wykorzystywane jako instrument w konflikcie między rodzicami. Dziecko nie powinno płacić rachunku za nieudane małżeństwo swoich rodziców.

„Jednym z podstawowych zadań pełnomocnika jest oddzielenie emocjonalnej historii małżeństwa od tego, co rzeczywiście ma znaczenie dla rozstrzygnięcia sądu”.
MEC. MARCIN KOTOWSKI

Red.: Zdarza się Panu studzić klienta także w takich sprawach?
M.K.: Tak. Rolą pełnomocnika nie jest wzmacnianie każdego konfliktu. Jeżeli klient proponuje działanie, które w mojej ocenie jest dla niego niekorzystne, mówię o tym wprost. Oczywiście ostatecznie reprezentujemy interes klienta, ale profesjonalne prowadzenie sprawy wymaga również wskazywania konsekwencji poszczególnych decyzji.

Telefon stał się archiwum małżeństwa

Red.: Smartfon jest dziś jednym z najważniejszych źródeł dowodów w sprawach rozwodowych?
M.K.: Żyjemy w świecie, w którym ogromna część naszego życia pozostawia cyfrowy ślad. Wiadomości, e-maile, fotografie, historia transakcji – w określonych okolicznościach takie materiały mogą mieć znaczenie dla sprawy. Jednocześnie trzeba bardzo uważać na sposób ich pozyskiwania. Nie można wychodzić z założenia, że skoro jakiś materiał może pomóc w rozwodzie, to wolno zdobyć go każdą metodą. Zanim klient podejmie daleko idące działania, warto porozmawiać z prawnikiem.

Red.: Czyli zdarza się, że ktoś w pogoni za dowodem tworzy sobie nowy problem?
M.K.: Emocje potrafią podpowiadać rozwiązania, które przez chwilę wydają się genialne. Prawo może oceniać je zupełnie inaczej. Dlatego często powtarzam klientom: zanim zrobimy coś, czego później nie da się cofnąć, porozmawiajmy. Czasami kilkunastominutowa konsultacja pozwala uniknąć problemu, który później wymagałby miesięcy pracy. Przykładowo, nielegalne podsłuchiwanie czy zakładanie urządzeń śledzących lokalizację z reguły będzie przestępstwem.

Red.: To kiedy nagrywanie będzie nielegalne?
M.K.: Możemy nagrywać rozmowę, w której uczestniczymy. Nawet bez wiedzy rozmówcy. Natomiast zostawienie w pokoju urządzenia nagrywającego i nagrywanie rozmowy innych osób, przy której nie było się obecnym jest już przestępstwem.

Klient powinien rozumieć własną sprawę

Red.: Czego – poza znajomością prawa – klient powinien oczekiwać od adwokata?
M.K.: Przede wszystkim jasnej komunikacji i zaangażowania. Klient powinien wiedzieć, co robimy, dlaczego to robimy, jakie mamy możliwości i jakie ryzyko wiąże się z poszczególnymi wariantami. Nie uważam, żeby budowanie autorytetu poprzez niezrozumiały język prawniczy służyło klientowi. Możemy posługiwać się bardzo skomplikowanymi konstrukcjami prawnymi w pismach procesowych, ale człowiek siedzący po drugiej stronie biurka powinien rozumieć swoją sytuację. To przecież jego sprawa i często jedna z najważniejszych spraw w jego życiu.

„Czasami kilkunastominutowa konsultacja pozwala uniknąć problemu, który później wymagałby miesięcy pracy. Przykładowo, nielegalne podsłuchiwanie czy zakładanie urządzeń śledzących”
MEC. MARCIN KOTOWSKI

Red.: Po latach praktyki można spojrzeć na sprawę i powiedzieć: „już to widziałem”?
M.K.: Doświadczenie daje możliwość szybszego zauważania pewnych schematów, zagrożeń i błędów. Ale właśnie doświadczenie uczy też pokory. Dwie sprawy, które na pierwszej rozmowie brzmią niemal identycznie, po analizie dokumentów mogą okazać się zupełnie różne. Dlatego nie lubię automatyzmu. Klient nie przychodzi z „typowym rozwodem” albo „typową sprawą karną”. Przychodzi ze swoją sprawą i ona wymaga indywidualnej analizy.

Najdroższa porada prawna? Ta, po którą przyszło się za późno

Red.: Kiedy najlepiej zgłosić się do adwokata?
M.K.: Zanim podejmie się decyzję, której później nie będzie można łatwo odwrócić. Dotyczy to spraw karnych, rozwodów, sporów gospodarczych czy majątkowych. W kancelarii wielokrotnie słyszymy zdanie: „Gdybym wiedział wcześniej, zrobiłbym to inaczej”. I właśnie po to jest wcześniejsza konsultacja prawna. Nie zawsze musi prowadzić do procesu. Czasami jej największą wartością jest to, że procesu albo dodatkowego problemu uda się uniknąć.

Red.: Po czym poznaje Pan, że sprawa została naprawdę dobrze poprowadzona?
M.K.: Nie tylko po samym orzeczeniu. Wynik oczywiście ma fundamentalne znaczenie, ale dobra obsługa prawna to także sposób dojścia do tego wyniku. Czy wykorzystaliśmy dostępne możliwości? Czy klient znał ryzyka? Czy podejmował świadome decyzje? Czy nie generowaliśmy konfliktów i kosztów, które nie były potrzebne? I wreszcie – czy po zakończeniu sprawy klient może powiedzieć, że rozumiał, co się działo, i wiedział, dlaczego podejmowaliśmy określone działania. Adwokat prowadzi sprawę, ale konsekwencje jej wyniku ponosi klient. O tym nigdy nie wolno zapominać.


Najciekawsze opinie

Ostatnie wiadomości