Ponad półtora tysiąca nadgodzin, praca siedem dni w tygodniu i brak wynagrodzenia. Sąd Okręgowy w Łodzi uznał, że pracownik firmy kredytowej ma prawo do zaległych pieniędzy. Kwota sięga 120 tysięcy złotych wraz z odsetkami.
Sprawa dotyczy byłego kierownika ds. sprzedaży, który przez 32 miesiące pracy wypracował aż 1636 nadgodzin. Jak wynika z ustaleń sądu, jego dzień pracy regularnie wydłużał się o kilka godzin.
W tygodniu pracował średnio trzy godziny dłużej każdego dnia. Do tego dochodziła praca w weekendy, po kilka godzin w soboty i niedziele. Zakres obowiązków sprawiał, że wykonanie zadań w standardowym czasie było niemożliwe.
„Takie są realia pracy”
Pracownik odpowiadał nie tylko za sprzedaż, ale także za rekrutację i rozliczanie zespołu doradców. System pracy opierał się na ciągłej dostępności. Każdego dnia już od godziny 7 rano otrzymywał wiadomości wymagające szybkiej reakcji. Kontakt ze strony firmy trwał do późnych godzin wieczornych.
Sąd zwrócił uwagę, że w przypadku zgłaszania przeciążenia obowiązkami pracownik słyszał od przełożonych, że problem wynika z niewłaściwego zarządzania czasem lub że „takie są realia pracy”. Z ustaleń wynika, że pracownik był praktycznie cały czas „pod telefonem”. W weekendy musiał pozostawać w gotowości, a zakres obowiązków był systematycznie rozszerzany.
Do zadań sprzedażowych dochodziły kolejne produkty, takie jak ubezpieczenia, pakiety medyczne czy kursy. W efekcie czas pracy ulegał dalszemu wydłużeniu.
Wyrok nieprawomocny, ale sygnał dla rynku
Pracodawca argumentował, że pracownik miał świadomość skali obowiązków. Sąd nie podzielił tej argumentacji. W uzasadnieniu wskazano, że zakres zadań był na tyle szeroki, iż ich realizacja w normatywnym czasie pracy była obiektywnie niemożliwa. To przesądziło o uznaniu roszczenia.
Sąd Okręgowy w Łodzi przyznał pracownikowi wynagrodzenie za nadgodziny w wysokości około 120 tysięcy złotych wraz z odsetkami. Spółka zapowiedziała złożenie apelacji.
Sprawa ma jednak szersze znaczenie. Pokazuje rosnące napięcie między realiami pracy w sektorze sprzedaży a obowiązującymi normami prawa pracy.
To również sygnał, że sądy coraz częściej przyglądają się praktykom organizacji pracy, w których formalny czas pracy rozmija się z rzeczywistym obciążeniem pracowników.
Opr. Robert Bagiński