Czy organy ścigania mogą „przeskoczyć” obecność obrońcy, jeśli ten nie stawi się w wyznaczonym, często nierealnym, terminie? Rzecznik generalna TSUE, Tamara Ćapeta, w sprawach C-660/24 (Węgry) oraz C-681/24 (Czechy), stawia sprawę jasno: prawo do obecności adwokata podczas przesłuchania nie jest zależne od dostępności czasowej pełnomocnika w trybie administracyjnym. To opinia, która daje pełnomocnikom silny argument w starciu z próbami marginalizacji roli obrońcy w fazie inkwizycyjnej postępowania.
Istota sporu sprowadza się do praktyki legislacyjnej, w której organy ścigania, w imię tzw. szybkości postępowania, wyznaczają adwokatom sztywne terminy na przybycie do jednostki np. 2 godziny na Węgrzech czy 48 godzin w Czechach. Jeśli obrońca nie dotrze na czas, przesłuchanie odbywa się bez jego udziału.
Problem „terminu stawiennictwa”, a rzetelność procesu
Rzecznik generalna TSUE w swojej opinii uderza w sedno problemu i stawia tezę, że takie podejście narusza istotę dyrektywy 2013/48/UE. Prawo do dostępu do adwokata nie jest przywilejem, z którego podejrzany może korzystać tylko wtedy, gdy „zgra się w czasie” z grafikami funkcjonariuszy.
Jest to fundamentalne prawo do rzetelnego procesu. Uznanie przesłuchania za ważne mimo nieobecności obrońcy, który jedynie spóźnił się z powodów obiektywnych, godzi w zasadę równości traktowania w postępowaniu.
Ważnym wątkiem opinii jest kwestia zrzeczenia się prawa do adwokata. Węgry argumentowały, że skoro prawo krajowe formalnie nie przewiduje instytucji „zrzeczenia się”, to wymogi dyrektywy w tym zakresie m.in. informowanie o konsekwencjach, nie mają zastosowania.
Tamara Ćapeta odrzuca tę argumentację jako czysty formalizm. Jeśli system prawny faktycznie pozwala na przesłuchanie bez obrońcy (z powodu niestawiennictwa), to w praktyce funkcjonuje to jak zrzeczenie się prawa do obrony.
Państwo członkowskie, które pozwala na taką sytuację, musi wdrożyć pełne zabezpieczenia informacyjne wynikające z dyrektywy. Dla adwokatów, jest to jasny sygnał, że każda próba „nakłonienia” klienta przez organy do przesłuchania „na szybko, bez adwokata” musi być przez zaskarżana jako naruszenie unijnego standardu obrony.
Co to oznacza dla polskiej praktyki adwokackiej?
Choć sprawa dotyczy Węgier i Czech, jej wymiar jest ogólnoeuropejski. Polska również zmaga się z tendencjami do ograniczania roli obrońcy na etapie przesłuchań np. poprzez utrudnianie kontaktu czy presję czasu.
Opinia rzecznik generalnej TSUE daje tu prawnikom solidne podstawy do działania. Po pierwsze, do podważania protokołów z przesłuchań, bo jeśli obrońca nie został skutecznie zawiadomiony lub termin na przybycie był rażąco krótki, należy kwestionować dopuszczalność dowodów uzyskanych w ten sposób. I po drugie, prawnicy mogą wnioskować o zawieszenie czynności. W przypadku kolizji terminów, wniosek o odroczenie przesłuchania powinien być traktowany jako realizacja unijnego standardu praw człowieka.
Koniec z „szybką ścieżką” przesłuchań
Opinia Tamary Ćapety potwierdza, że Bruksela coraz uważniej patrzy na ręce państwom, które pod płaszczykiem „sprawności procesowej” próbują osłabić pozycję podejrzanego. Dla skutecznego adwokata jest to sygnał, że unijne dyrektywy to nie tylko martwe przepisy, ale potężne narzędzie w codziennej walce o prawa naszych klientów.
Każdy incydent, w którym organy ścigania próbują przeprowadzić czynność pod nieobecność obrońcy, powinien być traktowany jako potencjalne naruszenie art. 6 EKPC oraz odpowiednich dyrektyw unijnych.
Opr. Robert Bagiński