Prawnicy miesiąca

Prawo do sądu w teorii. W praktyce frankowicze czekają latami

Opublikowano dnia 29.12.2025 09:10 przez Robert Bagiński
Prawo do sądu w teorii. W praktyce frankowicze czekają latami

Miała być lekarstwem na opieszałość sądów, coraz częściej okazuje się tylko kolejnym etapem czekania. Skarga na przewlekłość postępowania w sprawach frankowych rzadko realnie przyspiesza proces, a bywa, że sama jest rozpoznawana… przewlekle. Tymczasem na prawomocne wyroki kredytobiorcy czekają dziś nawet 5–6 lat.

Długotrwałe postępowania w sprawach kredytów frankowych przestały kogokolwiek dziwić. W dużych miastach na pierwszą rozprawę czeka się nawet dwa lata, a całość postępowania, od pozwu do prawomocnego wyroku, potrafi trwać pół dekady lub dłużej. Co istotne, nie są to sprawy szczególnie skomplikowane: linia orzecznicza jest ugruntowana, a kluczowe kwestie prawne zostały rozstrzygnięte już dawno.

Mimo to tempo pracy sądów pozostaje bardzo nierówne. W jednym wydziale wyrok zapada po kilku miesiącach, w innym i w identycznej sprawie, strony słyszą, że na samą rozprawę trzeba poczekać rok lub dłużej. To coraz częściej rodzi pytania nie o prawo, lecz o organizację pracy i odpowiedzialność.

Skarga, która niewiele zmienia

Teoretycznie remedium na bezczynność sądu ma być skarga na przewlekłość postępowania. W praktyce jej skuteczność bywa iluzoryczna. Zasądzane kwoty zadośćuczynienia są najczęściej symboliczne, a sama skarga potrafi być rozpoznawana miesiącami.

Problem narasta, bo sądy przez lata badały jedynie wycinek postępowania, a nie jego całkowity czas. Nawet jeśli sprawa trwała kilka lat, wystarczyło, że w ostatnim okresie sąd podjął jakąkolwiek czynność, by skargę oddalić. Dodatkowo argumenty o brakach kadrowych czy nadmiernym obciążeniu referatów skutecznie rozmywały odpowiedzialność.

Na te praktyki zwrócił uwagę Europejski Trybunał Praw Człowieka, który w wyroku pilotażowym w sprawie "Rutkowski i inni przeciwko Polsce" wytknął systemowe braki. Ustawodawca zareagował, podnosząc maksymalną kwotę zadośćuczynienia i nakazując ocenę całego czasu trwania postępowania.

Zmiany okazały się jednak kosmetyczne. W praktyce sądy nadal zasądzają najniższe możliwe kwoty, a skarga rzadko wpływa na realne tempo rozpoznania sprawy.

Paradoks: przewlekła skarga na przewlekłość

Najbardziej absurdalny problem pojawia się wtedy, gdy przewlekłe okazuje się… samo rozpoznanie skargi na przewlekłość. Choć ustawa przewiduje na to dwa miesiące, terminy te bywają rażąco przekraczane. Akta wędrują między instancjami, a sprawa główna w tym czasie stoi w miejscu.

Co gorsza, na przewlekłe rozpoznanie takiej skargi nie przysługuje już żaden skuteczny środek prawny. Orzeczenie jest niezaskarżalne, a kolejnej skargi wnieść nie można. Dla wielu stron oznacza to faktyczny koniec walki, nie z bankiem, lecz z systemem.

Długotrwałość postępowań frankowych coraz częściej przekłada się na utratę zaufania do wymiaru sprawiedliwości. Dla obywatela sytuacja jest niezrozumiała: umowa wadliwa, orzecznictwo jasne, a mimo to sprawa latami nie doczekała się finału.

Skarga na przewlekłość miała być wentylem bezpieczeństwa. Dziś dla wielu frankowiczów jest raczej symbolem tego, jak trudno w Polsce wyegzekwować konstytucyjne prawo do rozpoznania sprawy w rozsądnym terminie.

Robert Bagiński

Najciekawsze opinie

Ostatnie wiadomości