Ponad trzy miliony Polaków żyje dziś z minimalnego wynagrodzenia, którego komornik nie może tknąć. Dla jednych to bezpiecznik chroniący podstawowe środki do życia, dla innych – luka w prawie, która pozwala unikać odpowiedzialności za długi. Coraz głośniej mówią o tym wierzyciele, komornicy i prawnicy, ale rząd w tej sprawie jest podzielony.
Część resortów dostrzega problem i mówi o konieczności zmian, inne nie chcą słyszeć o nowelizacji. W tle pozostaje coraz większa grupa osób, wobec których egzekucja staje się fikcją
Luka w systemie i spór resortów
Spór o możliwość zajęcia części minimalnego wynagrodzenia rozgorzał na nowo po petycji mec. Katarzyny Gajdy, która wskazała, że obecny system demoralizuje i zaburza poczucie sprawiedliwości społecznej. Ministerstwo Sprawiedliwości przyznało jej rację, podkreślając, że dociera do niego coraz więcej sygnałów od wierzycieli i Krajowej Rady Komorniczej o nieskuteczności egzekucji. Resort zauważył, że analogiczne rozwiązania działają w przypadku rent i emerytur, gdzie komornik może zająć część świadczenia. Proponowana zmiana mogłaby więc urealnić proces spłaty długów i ograniczyć spirale zadłużenia.
Inaczej widzi to Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. To właśnie ono ma kompetencje do wprowadzenia zmian, ale konsekwentnie odmawia. Urzędnicy resortu twierdzą, że nie planują korekty przepisów, choć wcześniej analizowali tę kwestię w związku z regulacjami unijnymi. Zdaniem prawników takie stanowisko wzmacnia poczucie bezkarności wśród dłużników.
„Immunitet egzekucyjny” i głosy prawników
"Skuteczność postępowania egzekucyjnego w Polsce nie przekracza 25 proc., a w mojej ocenie i tak te dane są zawyżone. Dłużnicy czują się bezkarni, bo mają swoisty immunitet egzekucyjny" - komentuje w Gazecie Prawnej mec. Katarzyna Gajda.
Jej zdaniem konsekwencją są nie tylko straty wierzycieli, ale również zaburzenie równości wobec prawa. „Zaniechania resortu rodziny pozwalają na unikanie zobowiązań w majestacie prawa, co nie ma nic wspólnego z doktryną demokratycznego państwa prawa” - dodaje prawniczka.
Podobnego zdania są komornicy, którzy na co dzień stykają się z problemem. Rafał Fronczek, komornik z Ostrowca Świętokrzyskiego, podaje przykład: ktoś pożycza sąsiadce kilka tysięcy złotych, ma zasądzony zwrot długu, ale komornik nie może nic zrobić, bo kobieta zarabia tylko minimalną pensję.
"Dłużniczka żyje spokojnie dalej. To nie jest sytuacja normalna, to patologia systemowa" - ocenia Fronczek.
Jeszcze dalej idzie Robert Damski, komornik z Lipna, który wskazuje na skalę zjawiska. Pod koniec 2023 roku minimalne wynagrodzenie otrzymywało 1,5 mln osób. Dziś jest to ponad 3 mln, czyli ponad dwa razy więcej. – W praktyce miliony ludzi mogą nie spłacać pożyczek, nie regulować czynszu czy mandatów i nic im nie grozi. Egzekucja wobec nich jest iluzoryczna – podkreśla.
Dłużnicy też tracą
Eksperci zwracają uwagę, że luka w prawie nie uderza wyłącznie w wierzycieli. – Banki i instytucje finansowe nie będą udzielać kredytów osobom, od których nie można skutecznie wyegzekwować długu. To prosta droga do wykluczenia finansowego – mówi Fronczek. Zdaniem komorników problem polega na tym, że dłużnicy dziś czują się bezkarni, ale w dłuższej perspektywie sami odczują konsekwencje.
Propozycji zmian jest kilka. Najprostsza zakłada wprowadzenie ustawowego progu np. 20 lub 25 proc. minimalnego wynagrodzenia, które mogłoby podlegać egzekucji. Inna opcja to powiązanie zajęcia z pojęciem minimum egzystencji, czyli określenie kwoty, jaka musi pozostać dłużnikowi na życie, a zajęcie reszty. Zdaniem praktyków im prostsze rozwiązanie, tym lepsze.
Robert Bagiński
Fot.: iStock