Niestety, prawnicy z bazy portalu SkutecznyAdwokat.pl opowiadają o takich historiach dosyć często. Bohater tej historii siedział za zbrodnię, której nigdy nie popełnił, a w zakładzie karnym stracił nie tylko dobre imię, ale również nogę. Dziś Franciszek Koszela z podkarpackiej Malawy domaga się od państwa 4,6 mln zł za lata upokorzeń, cierpienie i dramat, którego nie da się wycenić.
Historię nieżyjącego już Tomasza Komendy zna cała Polska. Młodu mężczyzna spędził w więzieniu 18 lata, ponieważ skazano go za zbrodnię, której nigdy nie popełnił. Ta historia jest całkiem nowa, ale nie mniej dramatyczna.
Historia, która złamała życie
Franciszek Koszela, 63-letni mieszkaniec Malawy, znalazł się w samym centrum jednego z najbardziej bulwersujących procesów ostatnich lat. Wraz z kilkoma innymi mężczyznami został oskarżony o wykorzystywanie seksualne nieletniej. Wyrok w pierwszej instancji był dla niego druzgocący: sąd skazał go na wieloletnie więzienie. Choć od początku utrzymywał swoją niewinność, spędził za kratami półtora roku.
Dopiero po pięciu latach sądowych batalii Sąd Apelacyjny w Rzeszowie uniewinnił trzech z oskarżonych, w tym Koszelę. Jeden z oskarżonych nie dożył tego momentu, a przyrodni brat ofiary nadal odbywa karę.
Dla Franciszka Koszeli uniewinnienie nie zakończyło dramatu. W więzieniu stracił nie tylko wolność, ale także zdrowie i godność.
W więzieniu obcięli mu nogę
Jeszcze przed osadzeniem miał problemy z poruszaniem się. Pobyt w celi, stres i brak odpowiedniej opieki medycznej przyspieszyły rozwój choroby. W końcu lekarze zdecydowali o amputacji nogi na wysokości pachwiny. Dziś 63-latek porusza się wyłącznie na wózku inwalidzkim, a z powodu specyfiki operacji nie może nosić protezy.
„Mój klient, gdy trafił do zakładu karnego, miał już kłopoty z poruszaniem się. Permanentny stres i brak ruchu tylko przyśpieszyły rozwój choroby” - tłumaczy mecenas Rafał Jachim, pełnomocnik Koszeli. Opowiada, że nawet wyjście na spacerniak bywało ponad siły. – „Raz udało mu się dotrzeć na spacer, ale gdy już ubrał kurtkę zimową, okazało się, że czas minął i musiał wracać” - dodaje.
Po amputacji pojawił się ból fantomowy. Jak się okazuje, nie miał żadnego wsparcia, żadnej rehabilitacji, ani nawet leków przeciwbólowych.
"Mówimy o realnym, fizycznym bólu, który odczuwał w trakcie pobytu w więzieniu” – podsumowuje adwokat.
Piętno, którego nie da się zmyć
Oskarżenie o przestępstwa seksualne wobec dziecka to jedno z najcięższych oskarżeń, jakie może spaść na człowieka. Nawet jeśli wyrok zostaje unieważniony, w pamięci społeczeństwa często pozostaje oskarżenie, nie uniewinnienie.
„Był naznaczony jako gwałciciel, współwięźniowie wiedzieli, za co został skazany. Był na samym dole więziennej hierarchii” – mówi mecenas Jachim.
Koszela przez półtora roku doświadczał izolacji, lęku i poniżenia, którego nie da się zmazać żadnym dokumentem sądowym.
Walka o sprawiedliwość i odszkodowanie
Dziś Koszela żąda od państwa 4 milionów złotych zadośćuczynienia za ból, cierpienie i zniszczone życie oraz 600 tysięcy złotych odszkodowania za trwały uszczerbek na zdrowiu.
„Zadośćuczynienie, o które się staramy, ma być za ból i cierpienie związane z uwięzieniem, utratą dobrego imienia, poczuciem osaczenia oraz bezsilność wobec krzywdy wyrządzonej mojemu klientowi, któremu przypisano coś, czego nie zrobił i został za to ukarany” - podkreśla jego obrońca.
Sprawa, która ciągnęła się przez lata, dziś staje się symbolem błędów wymiaru sprawiedliwości i dramatycznych konsekwencji, jakie mogą one nieść dla jednostki.
Czy państwo odda człowiekowi utracone życie?
Proces o odszkodowanie dopiero się rozpoczyna. Niezależnie od jego wyniku, jedno jest pewne: żadna kwota nie cofnie lat spędzonych w celi, nie zwróci zdrowia ani dobrego imienia.
Sprawa Franciszka Koszeli stawia pytanie szersze niż tylko o wysokość odszkodowania. To pytanie o odpowiedzialność państwa za błędy wymiaru sprawiedliwości i o to, czy system jest w stanie ochronić obywatela przed najgorszym - niesłusznym skazaniem.
Robert Bagiński