To prawdziwa rewolucja. Z taką naklejką za szybą masz szansę na przywileje i niższe składki na ubezpieczenie

Ta mała naklejka według zapowiedzi jest mniejsza od opakowania Tic-taców. „Tak wygląda rewolucja w wykonaniu PZU” – zapewnia prezes Paweł Surówka prezentując małą biało-niebieską naklejką.

 

Kierowcy korzystający z polis AC od wiosny 2018 roku otrzymają ofertę dołączenia do usługi PZU GO. To urządzenie analizujące styl jazdy kierowcy.

 

Kostka, która otrzymają umieszczona pod szybą auta połączy się ze smartfonem, zmierzy prędkość i przeciążenia, a jeśli zdarzy się wypadek, natychmiast poinformuje o tym ubezpieczyciela. W razie braku odzewu ze strony kierowcy na miejsce zostanie wezwana pomoc.

 

Być może w przyszłości zachętą do skorzystania z oferty będzie również szansa na mniejszą składkę OC. Przez 3 lata naklejka (tzw. beacon) będzie analizowała sytuację, w jakiej przez ten czas będzie znajdować się samochód. System ma w przyszłości oceniać czy kierowca jeździ bezpiecznie.

 

„Beacon komunikuje się poprzez Bluetootha z aplikacją dostępną na Androida oraz iOS-a. Przekazuje ona do centrum alarmowego PZU informacje o potencjalnym niebezpieczeństwie, uzyskiwane są one z zestawu czujników znajdujących się w beaconie i smartfonie” – informuje Agnieszka Rosa z Grupy PZU.

 

To nie pierwsze takie rozwiązanie w Polsce. Całkiem niedawno z podobną inicjatywą wyszedł inny ubezpieczyciel. Wystarczyło korzystać z aplikacji Yanosik, jeździć bezpiecznie i po jakim czasie otrzymać ofertę tańszego ubezpieczenia Yu! Mało kto wie, że pod tą niepozorną nazwą krył się ubezpieczyciel ERGO Hestia.

 

Myślicie, że kierowcy skuszą się na ofertę PZU i dadzą się kontrolować 24h/7 za pomocą jednej naklejki?

 

(kd)/wp/

Na tysiące kierowców oszczędzających na OC padł blady strach. Ruszyły kontrole, kary sięgają nawet 5 lat więzienia

Polacy znaleźli sprytny sposób na wykupienie tańszego OC. Niestety jest to zwykłe oszustwo, za którego grożą słone kary. Komisja Nadzoru Finansowego prowadzi dochodzenie w sprawie kilkuset tysięcy samochodowych polis OC.

 

Jak donosi „Dziennik Gazeta Prawna” posłowie Nowoczesnej zawiadomili Ministerstwo Finansów o masowych wyłudzeniach kierowców tańszych ubezpieczeń OC. Ich sposób polega na wykupywaniu 30-dniowych polis tymczasowych, inaczej zwanych komisowymi i przedłużają je co miesiąc.

 

Koszt takiej polisy to 50 zł. Dla kierowców ma ona jeszcze jedna zaletę, nie bierze pod uwagę historii wypadkowej kierowcy.

 

Jak zaznaczyli w interpelacji:

„Komisy samochodowe posiadające odpowiedni numer PKD mają taką możliwość, ale korzystają z niej także firmy, które nie są komisami, a nawet osoby fizyczne. Wiele osób wykupuje taki rodzaj polisy i odnawia ją comiesięcznie, co kosztuje znacznie mniej niż wykup tradycyjnego 12-miesięcznego ubezpieczenia. Dodatkowo przy wykupie polisy przeznaczonej dla komisów osoba taka nie podlega weryfikacji pod kątem historii szkodowej właściciela auta. Nie jest zatem pozbawiona zniżek.”

 

Na takich kierowców padł teraz blady strach. Ruszyła masowa kontrola komisowych polis OC. Jacek Barszczewski z komisji potwierdza:

„Zakłady ubezpieczeń zostały wezwane do przekazania zestawienia wszystkich umów zawartych od 1 stycznia 2017 r. do 30 czerwca 2017 r. Wykazy te są obecnie poddawane analizie, po dokonaniu której zakłady ubezpieczeń zostaną wezwane do przedłożenia kopii wskazanych przez organ nadzoru umów ubezpieczenia.”

 

Zawarcie takiej umowy przez zwykłego kierowcę nie komis to w świetle prawa poświadczenie nieprawdy. W świetle prawa za złamanie art. 271 Kodeksu karnego grozi kara od 3 miesięcy do 5 lat więzienia.

 

(kd)/wp/

Kolejni uczestnicy ruchu drogowego będą musieli kupować OBOWIĄZKOWE OC? Kierowcy są zdecydowanie na TAK!

Czy kolejna grupa kierowców będzie zmuszona do wykupienia obowiązkowego OC? Kierowcy są jak najbardziej za, Ministerstwo Finansów konsekwentnie odpiera jednak argumenty zmotoryzowanych.

 

Półtora roku temu do Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa przez łódzką inicjatywę społeczną EL 00000 Zmotoryzowani Mieszkańcy Łodzi”został zgłoszony wniosek. Teraz temat powraca. Społecznicy domagają się, aby rowerzyści zostali objęci obowiązkowym ubezpieczeniem odpowiedzialności cywilnej. Do tej pory nic w tej sprawie się nie ruszyło. Nic też nie wskazuje na to, aby coś miało się zmienić.

 

Jakie są argumenty wnioskodawców?

 

Przekonują, że obowiązkowe OC poprawi bezpieczeństw na drogach, będzie miało funkcję edukacyjną oraz będzie dla rowerzystów sygnałem, że poruszanie się po drogach to nie zabawa. Ich zdaniem zrównanie rowerzystów z pieszymi jest bezzasadne, gdyż stanowią oni większe zagrożenie na drogach.

 

Co na to Ministerstwo Finansów?

 

Przekonuje, że skuteczne kontrolowanie, czy wszyscy rowerzyści wykupili polisę, nie jest wykonalne. Już w 2013 r. pochyliło się nad pytaniem o zasadność wprowadzenia obowiązkowego ubezpieczenia dla rowerzystów. Resort wyjaśnił wtedy, że „ubezpieczenie obowiązkowe to wyjątkowy instrument, a jego wykorzystanie musi być uzasadnione ochroną wartości szczególnie mocno zagrożonych”.

 

Dla wprowadzenia obowiązkowego OC rowerzystów należałoby wykazać, że w porównaniu do innych niezmotoryzowanych i nieubezpieczonych uczestników ruchu drogowego stwarzają oni szczególnie wysokie ryzyko wyrządzenia szkody innym osobom. Tymczasem okazuje się, że jest zupełnie inaczej. Takie ryzyko jest znikome.

 

Jak czytamy w odpowiedzi na interpelację:

 

„W praktyce jest to niewykonalne, biorąc pod uwagę fakt, że rowery – w przeciwieństwie do pojazdów mechanicznych – są znacznie częściej przedmiotem obrotu pod postacią sprzedaży, użyczenia czy darowizny. Dodatkowo można zauważyć, że potencjalnym rowerzystą może być każdy obywatel – osoby dorosłe, młodzież, a nawet dzieci.”

 

Nie da się ukryć, że w dyskusji trudno oprzeć się na przykładzie jakiegokolwiek państwa. Nigdzie bowiem obowiązkowe OC nie dotyczy rowerzystów we względów bezpieczeństwa. Wyjątek stanowi Dania, gdzie każdy obywatel objęty jest takim ubezpieczeniem, a więc i rowerzyści. Obowiązkowe OC do 2012 roku obowiązywało również w Szwajcarii. Zostało jednak wycofane z powodu zbyt dużych kosztów egzekwowania tego przepisu oraz małą skutecznością.

 

Resort na razie zdaje się nie uginać pod wnioskami i argumentami działaczy. Jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Rowerzyści stwarzają tak wielkie ryzyko, że powinni zostać objęci obowiązkowym OC, czy to jednak już lekka przesada?

W przyszłym roku stawki poszybują W GÓRĘ. Wiemy kto w 2018 roku zapłaci WYŻSZE składki ZUS

To, że dla jednych nowe rozwiązania są bardzo korzystne nie oznacza, że są takie dla wszystkich. Już w przyszłym roku szykują się wyższe stawki składek ZUS.

 

Od 2018 roku zaczną obowiązywać pierwsze rozwiązania, które przewidziane są w ramach Konstytucji dla Biznesu. Znalazły się wśród nich: ulga na start, dzięki której przedsiębiorcy w pierwszych miesiącach działalności nie będą płacili składek na ZUS oraz możliwość prowadzenia działalności na małą skalę bez zarejestrowania.

 

Nie oznacza to jednak dobrych wiadomości dla już działających przedsiębiorców. Składki ZUS wzrosną. Portal money.pl podał dokładne wyliczenia. Podstawa wymiaru składek na ubezpieczenie emerytalne, rentowe, chorobowe i wypadkowe oraz Fundusz Pracy stanowi 60 proc. średniego wynagrodzenia podanego w ustawie budżetowej. Przeciętne przewidziane wynagrodzenie miesięczne to 4.443 zł. W stosunku do przeciętnego wynagrodzenia miesięcznego obowiązującego w 2017 r. jest to o 180 zł więcej. Konsekwencją wyższej podstawy jest oczywiście wzrost wszystkich składek o kilka złotych w stosunku do obowiązujących w 2017 r.

 

Jak wylicza money.pl takie składki przedsiębiorcy zapłacą w przyszłym roku:

* 520,36 zł składki emerytalnej,
* 213,26 zł składki rentowej,
* 65,31 zł składki chorobowej,
* 47,98 zł składki wypadkowej,
* 65,31 zł na Fundusz Pracy.

 

Ponieważ wysokość składki zdrowotnej nie jest jeszcze znana portal w wyliczeniach założył, że się ona nie zmieni, nadal więc będzie wynosiła 297,28 zł. W takiej sytuacji przedsiębiorcy zapłacą w 2018 r do ZUS łącznie około 1210 zł. Jest to mniej więcej 40 zł więcej niż w 2017 roku.

 

Wysokość składki zdrowotnej będzie znana na początku stycznia. Dopiero wtedy będzie wiadomo ile rzeczywiście przedsiębiorców wyniosą wszystkie składki ZUS.

 

(kd)

źródło: money.pl

LEPIEJ O TYM PAMIĘTAĆ! Za brak TEGO dokumentu naprawdę słono zapłacisz

Każdemu zdarza się o czymś zapomnieć. W tym przypadku jednak nie warto. Za brak dokumentów można słono zapłacić. Nie chodzi jedynie o prawo jazdy. Lista istotnych dokumentów jest dłuższa.

 

Trzeba przyznać, że prawo jazdy to najważniejszy dla kierowcy dokument. Bez niego ani rusz. Zapominalskich czeka niestety kara. Brak odpowiednich dokumentów uprawniających do kierowania pojazdem podlega karze grzywny do 250 złotych albo karze nagany. W przypadku kierujących pojazdem nie mających do tego uprawnień prawo stanowi, że policja może wlepić mandat w wysokości 500 zł.

 

Jak sytuacja wygląda w przypadku niezabrania ze sobą dowodu rejestracyjnego? Najpierw policja sprawdzi czy dany pojazd nie jest kradziony. Jeśli ta kontrola przejdzie pozytywnie funkcjonariusz za brak dokumentu może podarować mandat w wysokości 50 zł. WAŻNE! Za brak każdego z wymaganych dokumentów kara wynosi 50 zł, łącznie jednak wynosi ona nie więcej niż 250 zł.

 

Przyszedł czas na największą karę. Chodzi o ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej dla pojazdów mechanicznych, czyli OC. Tutaj rozróżnia się dwie różne sytuacje:

 

1 – brak aktualnego OC – Niestety, brak aktualnego OC wiąże się z olbrzymimi kosztami. Dla samochodów osobowych nieważna polisa nie dłużej niż 3 dni wiąże się z karą w wysokości 800 zł. Polisa nieważna od 4 do 14 dni oznacza już karę w wysokości 2 tys. zł. OC nieaktualne ponad 14 dni, to kolosalna kara aż 4000 zł! I to nie wszystko. Policja zatrzymuje dowód rejestracyjny, a auto odholowuje na parking, a to wiąże się z dodatkowymi kosztami.

2 – brak dokumentu potwierdzającego ważność OC – ta kara na szczęście już nie jest tak rygorystyczna. Od 2012 roku policja korzysta z aplikacji Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego (UFG). W bazie znajdują się bardzo istotne dla nas dane. Funkcjonariusze szybko przekonają się czy OC rzeczywiście jest opłacone, a kierowca jedynie zapomniał odpowiednich dokumentów. Taka sytuacja będzie kosztować kierującego 50 zł. Na szczęście później można dalej kontynuować swoją jazdę.

 

Wniosek jest tylko jeden. Zawsze, bez wyjątku, warto pamiętać o wszystkich istotnych dokumentach zanim wsiądzie się za kierownicę. I nie da się ukryć, że opłacenie OC na czas i posiadanie potwierdzenia przy sobie zatrzyma w kieszeni sporo gotówki.