Mamy efekty, już wkrótce to będzie możliwe! Pracodawca będzie mógł zmusić pracowników do pracy w święta

W najnowszym wydaniu „Dziennik Gazeta Prawna” alarmuje. Przybędzie zatrudnionych,których pracodawca będzie mógł zmusić do pracy w dni świąteczne.

 

Według dziennika to uboczny skutek zakazu handlu w niedzielę. Gazeta podaje, że jeżeli właściciel kwiaciarni będzie chciał, aby jego sklep był otwarty na przykład w Boże Narodzenie będzie mógł to zrobić. Co więcej, będzie mógł nakazać swoim pracownikom, aby przyszli do pracy.

 

Dziennik wylicza, że tak samo będą mogli zrobić „właściciele kiosków, sklepów z pamiątkami lub dewocjonaliami, cukierni, piekarni, lodziarni, placówek handlowych w hotelach lub na dworcach”.

 

Obecnie taka sytuacja jest niemożliwa. Kodeks Pracy przewiduje dla pracowników 13 dni świątecznych wolnych od pracy, za ladą w takie dni może stanąć jedynie właściciel placówki. Ustawa wprowadzająca ograniczenie handlu w niedzielę ten przepis uchyla i wprowadza 32 wyżej wspomniane wyjątki. Na chwilę obecna w takiej sytuacji znajdowali się jedynie pracownicy stacji paliw, którzy nie są objęci omawianym przepisem.

 

Według „DGP” takie rozwiązanie zacznie obowiązywać już od 1 marca 2018 roku. Waldemar Nowakowski, prezes Polskiej Izby Handlu potwierdza:

 

„Omawiana zmiana przepisów rzeczywiście umożliwi właścicielom placówek ich otwieranie w święta i zlecanie zatrudnionym pracy w takie dni.”

 

(kd)/businessinsider, gazetaprawna/

Zagraniczne marki zalewają polski rynek. Biedronka, Lidl i Pepco mogą czuć się zagrożone, na horyzoncie pojawia się poważna konkurencja

Polacy wydają na zakupy coraz więcej. Nic więc dziwnego, że zagraniczne firmy od dłuższego czasu szturmują polski rynek. Kolejne najpopularniejsze sklepy mogą czuć się zagrożone.

 

Nie da się ukryć, że Polacy oblegają sklepy i to nie tylko w okresie przedświątecznym. Jak wynika ze statystyk GUS w listopadzie wydaliśmy na zakupy aż o 10,2 proc. więcej pieniędzy niż rok temu.

 

Wiadomo już, że wkrótce na polskim rynku pojawi się co najmniej kilku nowych konkurentów. Jak wylicza portal INN Poland na rynku pojawią się między innymi: amerykańska sieć Bebe, niemiecka Tedi czy irlandzki Dealz.

 

Sporo kobiet zdecydowanie czeka na Bede. To amerykańska sieć odzieżowa. Co ciekawe Polska będzie dopiero drugim krajem w Europie dystrybuującym produkty tej marki.

 

Tedi to niemiecka sieć dyskontów niespożywczych. Bliżej im do Pepco niż Biedronki czy Lidla, jednak część asortymentu jest zbliżona. Sieć oferuje między innymi: artykuły gospodarstwa domowego, zabawki, zestawy do majsterkowania, artykuły elektryczne, produkty drogeryjne i kosmetyczne, akcesoria do samochodu i roweru, a także artykuły sezonowe.

 

Z kolei irlandzka sieć Dealz ma prostą koncepcję. Na naszym rynku znana jest jako „wszystko po 1,5 euro”. W swojej ofercie ma zarówno żywność, napoje, kosmetyki, jak i artykuły dla dzieci.

 

Na polskim rynku pojawia się coraz więcej zagranicznych marek. Trudno zliczyć jak dużo już działa, a ile się dopiero pojawi. Dotychczasowe najpopularniejsze marki mogą czuć się zagrożone?

 

(kd)/wp/

Teraz wszystkie kluczowe informacje są na wyciągnięcie ręki. Bardzo ważna zmiana dla WSZYSTKICH kupujących używane samochody

Ta zmiana dotyczy wielu z nas. Kto choć raz w życiu nie zastanawiał się nad kupnem używanego samochodu? Ich przeszłość jest niestety niepewna i nie zawsze możemy być przekonani, że sprzedający mówi na jego temat całą prawdę. Ale na tym koniec.

 

To ważna zmiana dla kupujących. Teraz wszystkie istotne informacje są na wyciągnięcie ręki. Ministerstwo Cyfryzacji ogłosiło koniec epoki kupowania przysłowiowego kota w worku. Do użytku udostępniono stronę internetową, na której można sprawdzić historię samochodu, który zamierzamy zakupić.

 

Na chwilę obecną taka możliwość dostępna jest w przypadku ut kupowanych w kraju, jednak od stycznia będzie rozszerzona także na te zagraniczne. Przeszłość danego pojazdu można sprawdzić na portalu historiapojazdu.gov.pl. W systemie są pojazdy sprowadzone z zagranicy i już zarejestrowane w Polsce.

 

W styczniu 2018 roku w bazie mają znaleźć się samochody, które jeszcze nie znalazły się w Centralnej Ewidencji Pojazdów, ale na przykład już są oferowane do sprzedaży.

 

W systemie znajdują się informacje o tym, czy samochód był kradziony, złomowany, powypadkowy albo uszkodzony, a także czy miał podkręcony licznik, albo jeździł jako taksówka. Pojawi się również informacja, jeżeli pojazd nie znajduje się w bazie. Co ważne, auto można sprawdzić za darmo.

 

Testowaliśmy już system na własnej skórze, możemy potwierdzić, że działa!

 

(kd)/wp,historiapojazdu/

Najstarsi oszuści w Polsce! Łącznie mają aż 224 lata. GANG EMERYTÓW w łatwy sposób przywłaszczył sobie 6 milionów złotych

Była ich trójka, a łączne mieli aż 224 lata. To najstarszy gang oszustów w kraju. Rzadko zdarza się, żeby osoby w takim wieku działały w „gangu”. Grupa oszustów-emerytów trafiła w ręce policji. Zatrzymani są w wieku 75, 68 i 81 lat. Za to, co zrobili grozi im kolejne 10 lat w więzieniu. Podstępem przywłaszczyli sobie niemal 6 mln zł.

 

Jak to się wszystko odbywało?

 

Do przestępstwa miało dojść w związku ze sprzedażą kilku nieruchomości. 81-letni Jan Z. miał pełnomocnictwa do do rachunków bankowych swojego znajomego oraz do sprzedaży jego nieruchomości. Takich sprzedaży dokonywał w okresie od 2007 roku do kwietnia 2011 roku.

 

Mężczyzna podawał swojemu znajomemu zaniżone ceny nieruchomości. Różnicę natomiast przelewał na własne konto. Dokonywał także wypłat z rachunku pokrzywdzonego, a nawet całość kwoty ze sprzedaży jednej z nieruchomości na własny rachunek bankowy. Według śledczych 81-latkowi pomagały dwie kobiety, 75-letnia Jadwiga W. oraz 68-letnia Wiesława W. Wiedziały o ukradzionych pieniądzach i pomagały je ukrywać. Wskutek przeprowadzonych czynności prokurator zabezpieczył zajętą u podejrzanych gotówkę w łącznej kwocie 700 tys. zł.

 

Jan Z. nie przyznał się do winy, przyznały się natomiast obie kobiety. Wobec podejrzanych prokurator zastosował środki zapobiegawcze w postaci dozoru policji oraz poręczenia majątkowego – dla mężczyzny w kwocie 1 mln zł, zaś dla kobiet po 400 tys. zł.

 

Za oszustwa całej trójce grozi nawet do 10 lat pozbawienia wolności.

 

(kd)/onet/

Sprzedawali lek na przerwanie ciąży. Policjanci nie mogli uwierzyć, kiedy odkryli, czym były oferowane przez parę tabletki

Policjanci oszacowali prawie 200 000 złotych strat i blisko 600 oszukanych osób. To efekt działania pary, która za pośrednictwem portali internetowych sprzedawała „tabletki na przerwanie ciąży”.

 

Aby uwiarygodnić swoją działalność para podawała się za pracowników gabinetu ginekologicznego. Oferowali także fachową wiedzę dotycząca stosowania sprzedawanych przez siebie leków.

 

Policjanci z Komendy Wojewódzkiej w Opolu Wydziału d/w z Cyberprzestępczością wspólnie z namysłowskimi funkcjonariuszami zatrzymali 22-latkę i jej 31-letniego partnera. Funkcjonariusze zabezpieczyli w sprawie tabletki, które później okazały się zwykłym magnezem w tabletkach. Policja odkryła również, że para posługiwała się kilkoma kontami bankowymi. Używali także telefonów figurujących na podstawione osoby. Zdaniem śledczych para mogła oszukać blisko 600 osób. Łącznie poszkodowani na zakup magnezu wydali około 200 000 złotych.

 

Mieszkańcy Namysłowa podejrzani o nielegalna działalność usłyszeli już zarzut oszustwa, za co grozi im kara do 8 lat pozbawienia wolności.

 

Policja jednocześnie apeluje, aby nie kupować leków z niewiadomego źródła. Takie sytuacje mogą skończyć się o wiele gorzej. Zdarzają się przypadki podrabiania medykamentów, a te mogą szkodzić zdrowiu, a nawet życiu.

 

(kd)

źródło: opolska policja

Ile warte jest nienarodzone dziecko? Cena wywoławcza: 18 tysięcy złotych! Kobieta musi teraz słono zapłacić za swoje plany

Kobieta chciała sprzedać swoje jeszcze nienarodzone dziecko. Dostała już nawet ofertę kupna w mediach społecznościowych.

 

Ogłoszenie zamieściła 32-letnia Rosjanka. Jak informuje RMF FM kobieta chciała dostać za dziecko 300 tysięcy rubli, czyli około 18 tys. zł oraz zaliczkę w wysokości 100 tys. rubli. Zaliczka miała być zapłacona oczywiście z góry.

 

Ciężarna otrzymała już nawet część swojej zapłaty. Jednak niedługo po tym została zatrzymana przez policję. Zgodnie z tłumaczeniem Rosjanka potrzebowała zaliczki na spłacenie swoich długów. Służbom tłumaczyła, że w rzeczywistości nie chciała sprzedać dziecka i planowała się wycofać z transakcji. Po urodzeniu dziecka chciała oddać pieniądze i zerwać umowę.

 

Kobieta została zatrzymana przez policję i cały jej plan runął w gruzach. Rosjanka została nie tylko z długiem i dzieckiem, ale także grożącym wyrokiem. Teraz, za próbę takiej transakcji grozi jej kara nawet 15 lat pozbawienia wolności.

(kd)

źródło: wp