Zmieniają się granice OBRONY KONIECZNEJ. Jakie mamy prawa i do czego możemy się posunąć?

Na piątkowym posiedzeniu Sejm uchwalił ustawę przygotowaną przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Rozszerza ona prawo obywateli do obrony przed napastnikami wdzierającymi się do ich domów, mieszkań, posesji.

 

Jak informuje resort sprawiedliwości:

 

„Nowelizacja przewiduje uzupełnienie dotychczasowych regulacji o obronie koniecznej zapisem odnoszącym się do ochrony wartości szczególnej dla każdego człowieka, jaką jest bezpieczeństwo we własnym domu.”

 

Nowy przepis brzmi następująco:

 

„Nie podlega karze, kto przekracza granice obrony koniecznej odpierając zamach polegający na wdarciu się do mieszkania, lokalu, domu albo przylegającego do nich ogrodzonego terenu lub odpierając zamach poprzedzony wdarciem się do tych miejsc, chyba że przekroczenie granic obrony koniecznej było rażące.”

 

W dotychczasowym stanie prawnym „nie podlega karze, kto przekracza granice obrony koniecznej pod wpływem strachu lub wzburzenia usprawiedliwionych okolicznościami zamachu.”

 

Przepis ten nadal będzie obowiązywał. Wprowadzenie dodatkowej podstawy spowoduje, że organy ścigania nie będą musiały ustalać trudnego do zweryfikowania stanu emocjonalnego osoby odpierającej zamach. Dopiero w przypadku stwierdzenia rażącego przekroczenia granic obrony koniecznej wymagana będzie ocena, czy ktoś działał pod wpływem strachu lub wzburzenia. Jeśli tak – zastosowanie znajdzie dotychczasowa klauzula niekaralności.

 

Zmiana ma również wpłynąć odstraszająco na potencjalnych agresorów. Resort sprawiedliwości zaznacza, że nowelizacja była konieczna. Jej przyczyną jest ciągle powracający temat stawiania zarzutów karnych osobom, które chronią siebie, swoje mienie i porządek społeczny przed bezprawnymi zamachami.

 

Takie prawo do obrony przed bezprawnym zamachem jest jednym z podstawowych praw człowieka. Nowelizacja uchwały jest zgodna z Konstytucją RP oraz Konwencją o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Zbliżone rozwiązanie obowiązuje na przykład we Francji.

 

(kd)/radiozet,wprost/

Ojciec znalazł sprytny sposób, aby przechytrzyć niewygodne dla siebie przepisy. Chce, aby jego córka zmieniła płeć, żeby móc przekazać jej tytuł szlachecki

To niezwykle ciekawy i sprytny sposób, aby przechytrzyć powszechnie obowiązujące od wielu lat prawo. Mężczyzna chce, aby jego córka zmieniła płeć.

 

Brytyjski arystokrata, Roderick Francis Arthur Balfour, ma problem z prawem dziedziczenia. 68-latek chciałby, aby jego tytuł szlachecki przejęło po nim jedno z jego dzieci. Niestety na jego drodze stanęła przeszkoda. Przepisy mówią, że może go jedynie przekazać męskiemu potomkowi. Problem w tym, że ma same córki.

 

Zgodnie z brytyjskim prawem, jeśli w rodzinie nie ma męskiego potomka, to tytuł przechodzi na młodszego brata ojca. Takiej sytuacji zdesperowany mężczyzna chce uniknąć. Doszukał się więc luki prawnej w przepisie. Daje mu ją ustawa z 2004 roku, regulująca sytuację prawną osób transseksualnych. Wobec tego Balfour wierzy, że jeśli jednak z jego córek ogłosi, ze jest mężczyzną, będzie miała prawo do odziedziczenia tytułu.

 

Brytyjski hrabia już od dawna głosi, że prawo dziedziczenia w obecnym stanie jest krzywdzące. Twierdzi, że są to przestarzałe przepisy, które sankcjonują nierówność płci. Według niego przestarzałe przepisy powinny być zmienione.

 

„Uważam, że to interesujące zagadnienie dla prawników. Z pewnością nadszedł czas, byśmy mogli wybrać swoich następców bez względu na to jaka jest, jaka była czy jaka będzie ich płeć.”

 

Ciekawi jesteśmy, czy najstarsza córka akceptuje „genialny” pomysł swojego ojca. I, co najważniejsze, czy zdecyduje się na takie poświęcenie.

PAMIĘTAJCIE o swoich zimowych OBOWIĄZKACH! Za to możecie dostać nawet 5 tysięcy MANDATU

Jesteście świadomi swoich zimowych obowiązków? Za ich niedopełnienie czekają wyjątkowo wysokie kary. Kiedy nadchodzi zima, chłód, mróz, hałdy śniegu mało komu chce się odśnieżać wokół swojej posesji. Wiecie jednak, że macie w zimę bardzo ważne obowiązki?

 

Są przypadki, kiedy właściciel posesji MUSI odśnieżyć chodnik. Zdawałoby się, że ta czynność wcale nie należy do naszych obowiązków, ale czy na pewno? Jeżeli wzdłuż nieruchomości ciągnie się chodnik, właściciel ma obowiązek go odśnieżyć, nawet kiedy nie należy on do niego.

 

Czym grozi zaniechanie lub nieodpowiednie odśnieżenie chodnika? Za nieusunięcie śniegu straż miejska lub gminna może nałożyć mandat w wysokości od 20 zł do 5 tys. zł Prawdziwy problem pojawia się jednak w momencie, kiedy ktoś ucierpi na odcinku, za który jesteśmy odpowiedzialni.

 

Poszkodowany może domagać się odszkodowania od osoby, która nie dopełniła swoich obowiązków i tym samym przyczyniła się do wypadku. W najgorszym wypadku, jeśli dana osoba następne kilka miesięcy spędziła w szpitalu może się domagać również renty.

 

Zgodnie z ustawą o utrzymaniu czystości i porządku w gminach, roszczenie można kierować przeciwko właścicielowi, współwłaścicielowi, użytkownikowi wieczystemu oraz zarządcy lub użytkującemu nieruchomość. Zgodnie z przyjętymi zasadami poszkodowana osoba musi wykazać związek między zachowaniem sprawcy a szkodą. Może to zrobić na przykład za pomocą zdjęć z miejsca zdarzenia, na których pokazany zostanie zalegający śnieg oraz zeznania świadków.

 

Należy podkreślić jednak, że właściciel nieruchomości nie musi usuwać śniegu z chodnika osobiście. Za odpowiednią zapłatą może zlecić tę czynność wyspecjalizowanej firmie. Jest to na tyle rozsądne rozwiązanie, że w razie nieodśnieżonego chodnika cała odpowiedzialność spada na tę właśnie firmę. To samo tyczy się wyżej opisanej sytuacji z poszkodowanymi w miejscu za które jesteśmy odpowiedzialni.

 

Są pewne wyjątki od tej reguły! Właściciel nieruchomości nie jest obowiązany do uprzątnięcia chodnika, na którym jest dopuszczony płatny postój lub parkowanie pojazdów samochodowych.

Masz prawo jazdy kategorii B? To daje o wiele więcej możliwości niż się wszystkim wydaje

Do czego uprawnia kierowców prawo jazdy kategorii B? Niewiele osób jest w stanie wymienić wszystkie lub chociaż większość uprawnień.

 

Kategoria B daje przede wszystkim uprawnienia do kierowania samochodem osobowym, dostawczym oraz lekką ciężarówką o dopuszczalnej masie całkowitej do 3,5 tony. Dodatkowo takimi samochodami kierowca może holować przyczepę lekką (o masie nieprzekraczającej 750 kg) lub cięższą, pod warunkiem, że masa samochód+przyczepa nie przekracza 3,5 tony, a masa przyczepy nie przekracza masy pojazdu.

 

Do czego kierowcy mają jeszcze uprawnienia? Na pewno do kierowania traktorem i pojazdem wolnobieżnym. Chcąc już ciągnąć traktorem przyczepę zasady są podobne do poprzednich. Jeżeli kierujący nie ma dodatkowych uprawnień, nie może ona ważyć więcej niż 750 kg.

 

To jeszcze nie koniec. Prawo jazdy kategorii B uprawnia także do jazdy jednośladami o pojemności do 50 cm³ lub do pojemności 125 cm³. Tu jednak trzeba spełnić pewne warunki. Moc takiego pojazdu nie może przekraczać 11 kW, a kierujący musi mieć uprawnienia od minimum 3 lat.

 

Kolejnym pojazdem jest quad, jednak to specyficzna maszyna, do której uprawnienia zależą od sposobu zarejestrowania pojazdu. Jeżeli w rozumieniu prawa quad jest motocyklem, wtedy kategoria B już nie wystarczy. Wyjątek stanowi przypadek, kiedy maszyna spełnia warunek opisany powyżej, czyli silnik o pojemności do 125 cm³. Jednak równie dobrze quad może widnieć jako czterokołowiec lub traktor, wtedy kierowca może śmiało siadać za jego kierownicą.

 

Do grupy „pojazdów dozwolonych” zaliczane są również czterokołowce – samochody typu micro car z silnikami o mocy do 4 kW. Rozwijają one prędkość maksymalną 45 km/h i ważą do 350 kg. Jest to typ pojazdu, do którego prowadzenia wystarczy prawo jazdy B1.

 

Jak widać, myli się ten, kto twierdzi, że prawo jazdy kategorii B uprawnia jedynie do kierowania samochodem osobowym. A takich osób w dalszym ciągu jest sporo. Wiedzieliście o większych możliwościach takich kierowców?

LEPIEJ O TYM PAMIĘTAĆ! Za brak TEGO dokumentu naprawdę słono zapłacisz

Każdemu zdarza się o czymś zapomnieć. W tym przypadku jednak nie warto. Za brak dokumentów można słono zapłacić. Nie chodzi jedynie o prawo jazdy. Lista istotnych dokumentów jest dłuższa.

 

Trzeba przyznać, że prawo jazdy to najważniejszy dla kierowcy dokument. Bez niego ani rusz. Zapominalskich czeka niestety kara. Brak odpowiednich dokumentów uprawniających do kierowania pojazdem podlega karze grzywny do 250 złotych albo karze nagany. W przypadku kierujących pojazdem nie mających do tego uprawnień prawo stanowi, że policja może wlepić mandat w wysokości 500 zł.

 

Jak sytuacja wygląda w przypadku niezabrania ze sobą dowodu rejestracyjnego? Najpierw policja sprawdzi czy dany pojazd nie jest kradziony. Jeśli ta kontrola przejdzie pozytywnie funkcjonariusz za brak dokumentu może podarować mandat w wysokości 50 zł. WAŻNE! Za brak każdego z wymaganych dokumentów kara wynosi 50 zł, łącznie jednak wynosi ona nie więcej niż 250 zł.

 

Przyszedł czas na największą karę. Chodzi o ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej dla pojazdów mechanicznych, czyli OC. Tutaj rozróżnia się dwie różne sytuacje:

 

1 – brak aktualnego OC – Niestety, brak aktualnego OC wiąże się z olbrzymimi kosztami. Dla samochodów osobowych nieważna polisa nie dłużej niż 3 dni wiąże się z karą w wysokości 800 zł. Polisa nieważna od 4 do 14 dni oznacza już karę w wysokości 2 tys. zł. OC nieaktualne ponad 14 dni, to kolosalna kara aż 4000 zł! I to nie wszystko. Policja zatrzymuje dowód rejestracyjny, a auto odholowuje na parking, a to wiąże się z dodatkowymi kosztami.

2 – brak dokumentu potwierdzającego ważność OC – ta kara na szczęście już nie jest tak rygorystyczna. Od 2012 roku policja korzysta z aplikacji Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego (UFG). W bazie znajdują się bardzo istotne dla nas dane. Funkcjonariusze szybko przekonają się czy OC rzeczywiście jest opłacone, a kierowca jedynie zapomniał odpowiednich dokumentów. Taka sytuacja będzie kosztować kierującego 50 zł. Na szczęście później można dalej kontynuować swoją jazdę.

 

Wniosek jest tylko jeden. Zawsze, bez wyjątku, warto pamiętać o wszystkich istotnych dokumentach zanim wsiądzie się za kierownicę. I nie da się ukryć, że opłacenie OC na czas i posiadanie potwierdzenia przy sobie zatrzyma w kieszeni sporo gotówki.

Wprowadzają nowy typ przestępstwa nieznany dotąd w polskim prawie. Za jego popełnienie grozi surowa odpowiedzialność karna

O planach poinformował w czwartek minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro:

„Wprowadzamy nowy typ przestępstwa, nieznany dotychczas polskiemu prawu.”

 

Według planów za cofnięcie licznika w samochodzie będzie grozić surowa odpowiedzialność prawna. Projekt ustawy przygotowany w Ministerstwie Sprawiedliwości zakłada, że będzie to kara od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności.

 

Minister Ziobro ocenił, że tego rodzaju zjawisko „powoduje straty konkretnych ludzi, którzy sądząc, że kupują samochód ze znacznie niższym przebiegiem, w rzeczywistości niejednokrotnie kupują złom, i auta te powinny znaleźć się na śmietniku samochodowym”.

 

Za prace nad projektem ustawy odpowiedzialny jest wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki. Na tej samej konferencji określił, że w ten sposób resort wypowiada „wojnę ludziom, którzy masowo oszukują polskie rodziny (…) „Wraz z tym projektem mówimy koniec, dość. Takie sytuacje nie mogą się powtarzać”.

 

(kd)
źródło: rp.pl

PRZEGLĄD TECHNICZNY samochodu – już od tego tygodnia NOWE ZASADY! O TYM MUSICIE WIEDZIEĆ

Już od tego tygodnia Stacje Kontroli Pojazdów pracują na nowych zasadach. O tym powinien wiedzieć każdy kierowca.

 

Za nowe rozwiązania odpowiada Ministerstwo Cyfryzacji. To efekt wdrożenia przepisów o Centralnej Ewidencji Pojazdów. Od teraz wszystkie służby będą miały wgląd do stale aktualizowanej bazy danych.

 

Już od 13 listopada za przegląd techniczny będzie trzeba zapłacić jeszcze przed jego wykonaniem. Co ważne, nawet jeśli będzie on miał wynik negatywny, wszystkie informacje trafią do Centralnej Ewidencji Pojazdów,a, a stacja kontrolna zatrzyma należną kwotę. Takie działania mają ukrócić zjawisko tak zwanej turystyki przeglądowej. Do tej pory zazwyczaj kierowca z negatywnym wynikiem badania technicznego, który nie został odnotowany w systemie, mógł jechać do innej, mniej restrykcyjnej stacji.

 

Skutkiem działania nowego systemu ma być konieczność opłacenia takiego badania niezależnie od wyniku. Ponadto kierowca, po usunięciu wykrytych usterek, będzie musiał wykonać ponowne badanie, co również będzie kosztować.

 

W Centralnej Ewidencji Pojazdów znajdzie się więcej przydatnych informacji. Jak twierdzi Instytut Transportu Samochodowego:

 

„Do CEP będą  trafiać informacje o zabezpieczeniach na pojeździe, w tym jego zajęciu przez organ egzekucyjny czy o zabezpieczeniu majątkowym, a także dane o istotnych szkodach powypadkowych – w przypadku pojazdów nieubezpieczonych – napływające z Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego. Wagę tych informacji docenią z pewnością nabywcy pojazdów używanych.”

 

To jednak nie wszystko. Straż Graniczna nabyła prawo do zatrzymywania dowodów rejestracyjnych pojazdów i pozwoleń czasowych na prowadzenie auta.

 

Resort cyfryzacji przekonuje, że zmiany pozwolą na zwiększenie zakresu informacyjnego w CEP i uzyskanie wyższej jakości danych. To wszystko prowadzić ma do podniesienia poziomu bezpieczeństwa ruchu drogowego i bezpieczeństwa obrotu pojazdami na rynku wtórnym.

 

W przyszłości szykują się kolejne zmiany. Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa chce, aby kierowcy, którzy zrobią okresowy przegląd po terminie płacili podwójnie. 20 maja 2018 r. mają wejść w życie przepisy przewidujące podwyżkę stawki podstawowej za badanie samochodu osobowego do 126 zł brutto. Osoby, które nie zrobią badań w terminie będą miały dodatkowe 30 dni na zgłoszenie się do stacji kontroli, jednak po ich upływie zapłacą za przegląd aż 252 zł. Przegląd po terminie będzie możliwy do wykonania tylko w jednej z nowych, specjalnych stacji kontroli nadzorowanych przez Transportowy Dozór Techniczny. Takich specjalnych stacji ma powstać 19, w każdym województwie przynajmniej jedna.

 

(kd)
źródło: rp, bankier