Korzystało z niej mnóstwo widzów. Jedna z najpopularniejszych telewizji w sieci została zamknięta. Powód nas nie zaskoczył

Twórcy usługi mogli osiągnąć z niej korzyści sięgające blisko 3,5 mln zł. Była to najpopularniejsza piracka telewizja w sieci. Nic więc dziwnego, że zajęła się nią policja.

 

Zatrzymani mężczyźni stworzyli największy tego typu piracki serwis w całej Polsce. Policjanci zatrzymali jej twórców przedstawiając zarzuty nielegalnego rozpowszechniania sygnału płatnych telewizji cyfrowych czyniąc sobie z tego stałe źródło dochodu.

 

W swojej ofercie mieli 160 kanałów udostępnianych przez płatne telewizje cyfrowe i telewizję państwową. Jak twierdzi lubelska policja – Była to najszersza oferta udostępniania telewizji w sieci. Podejrzani streamowali obraz użytkownikom ich nielegalnego serwisu.

 

Jak to działało?

Telewizja była udostępniana darmowo jedynie na jakiś czas. Następnie mężczyźni pobierali opłaty za korzystanie z serwisu. Policja nie chce zdradzać cen abonamentu, szacuje jednak, że zatrzymani mogli osiągnąć korzyści sięgające blisko 3,5 mln zł.

 

Zarobione pieniądze przeznaczane były na dalszy rozwój nielegalnego biznesu. Wbrew pozorom oszuści posługiwali się profesjonalnym sprzętem. Policjanci zabezpieczyli na miejscu 12 komputerów, 9 serwerów, tablety, dekodery, telefony, ponad 60 nośników pamięci w postaci dysków twardych i pendrivów oraz szereg dokumentacji.

 

Śledztwo prowadzone jest pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Lublinie. Zatrzymani mężczyźni to 30, 42 i 57-letni mieszkańcy województwa dolnośląskiego. Śledczy ustalają teraz skalę przestępczego procederu.

 

(kd)/wp,lubelska.policja/

Policjanci będą mieli kolejny istotny obowiązek podczas kontroli pojazdu. Potem wszystko trafi do nowego systemu

Rządowe Centrum Legislacji opublikowało w czwartek ważne dokumenty. Przedstawiony został projekt noweli ustawy Kodeks karny oraz ustawy Prawo o ruchu drogowym. Co tym razem ulegnie zmianie?

 

Sprawa znów dotyczy problemów z cofaniem liczników samochodowych. Ingerencję w stan licznika będzie mogła udowodnić policja. Wiążą się z tym nowe obowiązki funkcjonariuszy. Wprowadzenie nowych przepisów spowoduje, że policjanci podczas rutynowej kontroli będą spisywać sumę przejechanych kilometrów. Następnie dane przekazane zostaną do CEPiK.

 

Według przepisów za takie oszustwo grozi kara nawet 5 lat pozbawienia wolności. Jak informuje PAP za kraty trafić może zarówno pomysłodawca tego przekrętu jak i wykonawca.

 

Co więcej, posiadacz samochodu, w którym z różnych przyczyn, został wymieniony licznik będzie musiał już następnego dnia powiadomić o tym stację kontroli pojazdów (i to na piśmie). Aby zjawić się na kontrolę u diagnosty właściciel samochodu będzie miał 10 dni. Przy tym warto zaznaczyć, że projekt zezwala na taką wymianę tylko wtedy, gdy licznik zupełnie przestaje działać.

 

Tu również przewidziane jest rozszerzenie uprawnień diagnosty. Jak podaje serwis money.pl „będzie mógł zatrzymać dowód rejestracyjny, gdy zauważy, iż licznik nie pracuje w sposób właściwy, bądź odmierza dystans w jednostkach miary niewłaściwych dla danego pojazdu.”

 

Zjawisko cofania liczników w samochodach jest bardzo powszechne. Dlatego wprowadzenie nowych przepisów jest tak istotne.

 

(kd)/money/

Dzwoniliście pod taki numer? Operator okazał się bardzo łaskawy, opłaty za połączenia zostaną anulowane. Należysz do tego grona klientów?

Poszkodowanych było nawet kilkadziesiąt tysięcy użytkowników. Decyzją operatora opłaty za połączenia zostaną anulowane.

 

Ofiarami ataków stali się klienci Orange i nju mobile. Telekomunikacyjna spółka w komunikacie poinformowała o swojej decyzji:

 

„Umorzenie opłat jest dobrowolną decyzją firmy, biorącą pod uwagę okres świąteczny i dobro klientów, ale należy ją traktować jako wyjątkową. Prosimy klientów, aby w przyszłości uważali i nigdy nie oddzwaniali na nieznane numery.”

 

Według operatora w okresie między 28 grudnia 2017 a 1 stycznia 2018 oraz w nocy z 3 na 4 stycznia użytkownicy otrzymywali krótkie połączenia wykonywane z numerów z kubańskim prefixem +53. Oszuści chcieli wykorzystać świąteczny czas, który Polacy poświęcają zazwyczaj swoim bliskim.

 

Wykonywane krótkie połączenia miały za zadanie skłonić klientów do oddzwonienia. Oszuści wykorzystali naturalną chęć sprawdzenia, kto i w jakim celu do nas dzwonił.

 

Jak czytamy dalej w komunikacie:

„Gdy klient oddzwoni na numer należący do oszusta, usłyszy w słuchawce ciszę, sprawiającą wrażenie, że połączenie nie zostało nawiązane. Opłaty za połączenie są jednak naliczane i są wysokie, gdy klient dzwoni na numer znajdujący się np. w egzotycznym kraju. Przed taką formą wyłudzeń przestrzegał między innymi Urząd Komunikacji Elektronicznej.”

 

Orange zapowiada również, że w niedługim czasie chciałby przeprowadzić akcję edukacyjną, aby klienci potrafili skutecznie bronić się przed próbami oszustwa.

 

(kd)/rmf24/

Właśnie takich zmian potrzebujemy. Rząd bierze się za sms-owych naciągaczy. Smsy i usługi znajdą się pod specjalnym nadzorem

Ministerstwo Cyfryzacji przygotowało projekt zmian w Prawie telekomunikacyjnym, który skutecznie ma utrudniać działania sms-owym naciągaczom.

 

Nowelizacja przepisów ma na celu przede wszystkim ochronić nieświadomych klientów przed rachunkami nawet na kilkaset złotych. W jaki sposób chcą tego dokonać?

 

Ministerstwo Cyfryzacji chce dać abonentom możliwość zablokowania u operatora darmowych, wychodzących SMS-ów premium. To jest bardzo istotne posunięcie. Na chwilę obecną oszuści zezwalają na wysłanie pierwszego darmowego sms-a. Jednak bardzo często wysyłając go zapisujemy się do płatnej usługi. Dzięki temu z naszego konta sukcesywnie znikają kolejne złotówki.

 

Obecnie blokada środków nakładana jest dopiero na prośbę abonenta. Zgodnie z przepisami jeżeli sam nie określi limitu zostanie on nałożony niejako odgórnie i wyniesie 35 zł. W momencie jego przekroczenia użytkownik zostanie o tym poinformowany. Projekt wprowadza obowiązek uruchomienia blokady natychmiast po osiągnięciu wybranego lub domyślnego progu.

 

Na zapisanie się do wybranej usługi abonent będzie musiał wysłać wyraźną zgodę do świadczącego usługi. Informacja o sms-ach premium będą także wyraźnie zaznaczone na rachunku. To uniknie nieporozumień i pozwoli na ich weryfikację. Usługodawca będzie miał obowiązek jasno poinformować z jaką ofertą mamy do czynienia i jakie opłaty są z nią związane.

 

Przed nieuczciwymi działaniami mają nas także bronić nowe regulacje. Te związane są z prowadzonym przez Urząd Komunikacji Elektronicznej (UKE) rejestrem usług o podwyższonej opłacie. Firmy świadczące takie usługi będą musiały podać m.in. adres mailowy oraz numer telefonu i na bieżąco te dane aktualizować. Ma to ułatwić dotarcie użytkownika do dostawcy usługi z ewentualna reklamacją.

 

Projekt został w czwartek przyjęty przez Radę Ministrów. Teraz zostanie skierowany pod obrady Sejmu. Nie wiadomo jednak kiedy i w jakim ostatecznym kształcie wejdzie w życie.

 

(kd)/wirtualnemedia,wp/

GIGANTYCZNY wyciek danych prawie 1,5 miliona Polaków. Służby rozpracowały wielki przekręt komorniczy

Media alarmowały o wycieku danych z bazy PESEL prawie 1,5 mln Polaków. Obawiano się mogły one trafić w niepowołane ręce. Pojawiły się nawet spekulacje, że mógł to być atak hakerów.

 

Do gigantycznego wycieku doszło latem w 2016 roku. Nieprawidłowości zauważyło Ministerstwo Cyfryzacji, które złożyło zawiadomienie do prokuratury o pobieraniu przez kilka kancelarii komorniczych znacznych ilości danych z bazy PESEL, w okolicznościach wskazujących na podejrzenie przestępstwa. Wskazywano między innymi na transfery danych pakietami i nocną porę tych transferów, kiedy biura już nie działają.

 

Rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Łukasz Łapczyński poinformował, że podczas śledztwa ustalono, iż w kancelarii komornika Rafała W. dochodziło do nieprawidłowości w związku z dostępem do danych PESEL.

 

„Polegały one na (…) udostępnianiu osobom nieupoważnionym zatrudnionym w kancelarii dostępu do aplikacji Źródło, przez co umożliwiono im dostęp do danych osobowych ponad 350 tys. osób z rejestru PESEL (…) Ponadto m.in. umożliwiono osobom nieuprawnionym zatrudnionym w firmie windykacyjnej dostęp do całej bazy danych kancelarii komorniczej Komornik SQL, obejmującej dane około miliona osób”.

 

Pracownicy kancelarii dokonywali sprawdzeń na rzecz spółki windykacyjnej numerów PESEL osób, co do których nie prowadzono postępowań komorniczych.

 

W zeszłym tygodniu w sprawie ABW zatrzymała cztery osoby. Oprócz komornika Rafała W., także byłą pracowniczkę kancelarii Agnieszkę B., byłego asesora komorniczego i jednocześnie pracownika firmy windykacyjnej Grzegorza G. oraz administratora systemu informatycznego kancelarii Bartłomieja W.

 

Przeszukano 14 nieruchomości w Warszawie i okolicach, w tym kancelarii komorniczej, siedzib spółek powiązanych z komornikiem oraz biura rachunkowego. Dzięki czemu zabezpieczono dokumentację oraz nośniki danych, które w śledztwie zostaną poddane analizie.

 

Komornikowi przedstawiono zarzut przekroczenia uprawnień w celu osiągnięcia korzyści majątkowych m.in. poprzez naruszenie zasad bezpieczeństwa korzystania z rejestru PESEL oraz naruszenie obowiązku zabezpieczenia danych osobowych, których był administratorem. Prokurator dokonał zabezpieczenia majątkowego na prawie 1,5 mln zł. Mężczyzna częściowo przyznał się do zarzutów i został aresztowany na trzy miesiące.

 

Pozostali usłyszeli m.in. zarzuty ujawnienia haseł dostępu do systemu z danymi oraz umożliwienie dostępu do tych danych osobom nieuprawnionym. Wobec nich śledczy zastosowali poręczenia majątkowe o łącznej kwocie 715 tys. zł. W zależności od zarzutów podejrzanym grozi maksymalnie od 2 do 10 lat więzienia.

 

„Zarzuty w tym wątku postępowania dotyczą lat 2013-2016. Śledztwo ma charakter rozwojowy. W jego toku analizowane są pozostałe stwierdzone przypadku pobierana znacznych ilości danych z rejestru PESEL. O szczegółach dotyczących tych wątków, na tym etapie śledztwa prokuratura nie informuje” – zaznaczył prok. Łapczyński.

 

(kd)/rmf24,tvp/

Przedświąteczne złośliwe oprogramowanie atakuje klientów. „Powiadomienie o planowanej wizycie kuriera” – jak się przed nim chronić?

Okres przedświąteczny każdego roku wiąże się ze wzmożoną manią kupowania przez internet i korzystania z usług kurierów. To także gorący czas dla sklepów internetowych i firm przewozowych, ale i oszustów.

 

Internetowi oszuści nadal pozostają anonimowi. W skrzynkach mailowych pojawiają się wiadomości między innymi o takich tytułach: „Powiadomienie o nadejściu przesyłki, „Wkrótce odwiedzi Cie kurier!” i „Powiadomienie o planowanej wizycie kuriera”. Przypadek szczegółowo opisał serwis ZaufanaTrzeciaStrona.pl, który zgromadził próbki wiadomości i je przeanalizował.

 

 

Do polskich internautów masowo zaczęły napływać informacje o kampanii. Treść tematu wiadomości przykuwa szczególną uwagę oraz sama wiadomość sugerująca, że jest to automatyczne powiadomienie od firmy kurierskiej.

 

Celem oszusta (lub oszustów) jest skuteczne zainfekowanie urządzenia adresata, co stanie się, jeśli zostanie uruchomiony załącznik dołączony do wiadomości. Jak w wielu innych przypadkach „przesyłka” od nadawcy to nic innego jak oprogramowanie typu ransomware, czyli szyfrujące dane na dysku, za których odblokowanie i uzyskanie do niech ponownego dostępu żąda okupu.

 

Serwis informuje także, że dostał już sygnały o pierwszych możliwych ofiarach tego oszustwa. Jak się przed tym uchronić? Najlepiej mieć oczy dookoła głowy i nie otwierać tego typu podejrzanych wiadomości i dołączonych do nich załączników.

 

(kd)/onet,zaufanatrzeciastrona/

Klienci tych banków są poważnie zagrożeni. Hakerzy znaleźli sposób na przejęcie kontroli nad naszymi kontami. Pod żadnym pozorem nie dajcie się na to złapać!

Hakerzy na każdym kroku szukają sposobów,a by dobrać się do naszych danych i kont bankowych. Tym razem zagrożeni są klienci sporej części banków. Na horyzoncie znów pojawiło się niebezpieczeństwo. Pod żadnym pozorem nie dajcie się na to złapać.

 

Okazuje się, że w Google Play pojawiły się dwie aplikacje, które nie powinny się znaleźć na żadnym telefonie, ani laptopie. Atakują one aplikacje mobilne kilkunastu popularnych banków.

 

Chodzi o aplikacje, które pod koniec listopada pojawiły się w serwisie Google Play. Jedna z nich to Crypto Monitor, aplikacja mająca w założeniach służyć do monitorowania rynku kryptowalut. Druga zaś, StorySaver, w założeniu miała pobierać tak zwane Stories z Instagrama. Obie aplikacje mają identyczne nazwy, jak inne tego typu dostępne w Google Play, dodatkowo w praktyce miały jeszcze jedno szkodliwe dla nas, użytkowników, działanie.

 

Jak to działa? Podszywały się pod aplikacje bankowe próbując przechwycić nasze dane podczas logowania. Według informacji potrafiły także przechwytywać SMS-y z kodami autoryzacyjnymi do transakcji online. Polscy użytkownicy zdążyli pobrać obie aplikacje już kilka tysięcy razy.

 

Są one w stanie podszyć się pod następujące aplikacje:

*Alior Mobile,
*BZWBK24 Mobile,
*Getin Mobile, IKO,
*Moje ING Mobile,
*Bank Millennium,
*mBank PL,
*BusinessPro,
*Nest Bank,
*Bank Pekao,
*PekaoBiznes24,
*plusbank24,
*Mobile Bank,
*Citi Handlowy.

 

Osoby, które zainstalowały jeden z programów powinny go natychmiast odinstalować i sprawdzić, czy na jego koncie nie dochodzi do podejrzanych zachowań. W takiej sytuacji warto również skontaktować się ze swoim bankiem w celu ustalenia dalszych metod postępowania.

 

(kd)/onet,polsatnews/

W wyniku takiego połączenia możecie stracić nawet kilka setek złotych. NIE odbierajcie i NIE oddzwaniajcie – to będzie Was słono kosztować

Naciągacze znów atakują. Koniecznie uważajcie na takie numery telefonów. W wyniku takiego połączenia możecie stracić nawet kilka setek złotych. Warto zwracać uwagę na numery telefonów, z których otrzymujemy połączenia.

 

Serwis next.gazeta.pl informuje o coraz większej liczbie oszukanych Polaków. Podejrzane połączenia zwykle wykonywane są w godzinach wieczornych i nocnych, kiedy nasza czujność jest nieco mniejsza. Telefony są wykonywane z numerów o zagranicznych prefixach kierunkowych.

 

Najczęściej pochodzą one z egzotycznych krajów, takich jak Demokratyczna Republika Konga, Wybrzeże Kości Słoniowej czy Tanzania. Są one bardzo mylące, wyglądem bardzo przypominają nasze krajowe numery. Numery, które w ostatnim czasie „nękają” Polaków pojawiają się następujące prefixy:

 

  • 225 – Wybrzeże Kości Słoniowej,
  • 243 – Demokratyczna Republika Konga.
  • 245 – Gwinea Bissau,
  • 255 – Tanzania.

 

W takiej sytuacji niestety możemy mieć wrażenie, że dzwonił do nas ktoś z Warszawy (numer kierunkowy 22),  Płocka (24), czy też Siedlec (25). Warto dokładniej przyjrzeć się numerom.

 

Odebranie połączenia od takiego numeru grozi utratą sporej ilości środków na koncie. Sytuacja wygląda jeszcze gorzej w przypadku, kiedy oddzwonimy na taki numer. Skutkuje to jeszcze większą kwotą dodaną do naszego rachunku lub znikającą z naszego konta. Koniecznie zwracajcie uwagę na numery telefonów, które do Was dzwonią lub na które oddzwaniacie.

 

(kd)/radiozet,next.gazeta/

Oszustwo wyszło na jaw przy kasie. „Sprytny” klient znacznie obniżył wartość zakupów, teraz grozi mu kara więzienia, nawet do 8 lat pozbawienia wolności

Sprawa wyszła na jaw już przy kasie. Klient próbował zaniżyć wartość swoich zakupów o ponad 18 złotych. Nieuczciwy klient będzie miał teraz spore kłopoty.

 

Do sytuacji doszło w jednym z samoobsługowych zabrzańskich supermarketów. Przy kasach zareagowali ochroniarze, którzy natychmiast wezwali policję. Co zrobił „sprytny” klient?

 

Mężczyzna znacznie zaniżył wartość swoich zakupów. Na stoisku samoobsługowym zważył część owoców, wydrukował odpowiednią dla siebie cenę, po czym dołożył do woreczka kolejne owoce. Na szczęście jego oszustwo wyszło na jaw, zanim zdążył opuścić sklep. Wezwani na miejsce policjanci zajęli się klientem.

 

Ten z pozoru błahy czyn jest przestępstwem oszustwa. Mężczyzna został zatrzymany przez policjantów. Trwają czynności w jego sprawie. Teraz grozi mu do 8 lat więzienia. Policjanci zaznaczają, że niestety coraz częściej dochodzi do tego typu oszustw przy stoiskach samoobsługowych.